Mały człowiek w wielkim mieście

24. października.
To mógł być dzień jak każdy. I jak każdy… nie był normalnym dniem.

W ostatnim tygodniu "tematem dyżurnym" łodzian było planowane
otwarcie nowego kompleksu handlowego Galeria ŁódzkA – mówiono o tym
nawet w autobusie linii 68 (peryferyjna linia, jeżdżaca co 1/2 godziny),
gdy jechałem nim 23.10 na Rudę Pabianicką.
Niespodziewanie, drugą atrakcję 24.10 zapewniło też Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne,
które z powodu usuwania dwóch rozjazdów na skrzyżowaniu Piłsudskiego/Kilińskiego
zarządziło objazdy i sparaliżowało część miasta. Zacznijmy jednak po kolei.

Inaczej niż każdego dnia wstałem rano. Nie chodzi o to, że wstałem lewą nogą,
czy coś takiego 😉 … po prostu wstałem przed ósmą, kiedy normalnie jest
to koło jedenastej (jak się człowiek kładzie o 3:00 w nocy… :).

Zjadłem śniadanie, pies spojrzał mi z wyrzutem w oczy,
że zostawiam go samego w domu, po czym zastrzelony przez niego wzrokiem
podreptałem na przystanek. Uprzedzony dzień wcześniej po lekturze grupy
dyskusyjnej, iż "10" i "14" nie kursują dziś po śródmiejskiej części Piłsudskiego,
tylko bocznymi ulicami wiedziałem, iż do Galerii ŁódzkieJ nie dostanę
się bezpośrednio tramwajem. Wrodzone lenistwo spowodowało, że wsiadłem
w Cityrunnera linii 10, i pognałem nim w kierunku Gdańskiej,
po której normalnie tego typu tramwaje nie jeżdżą, i nie śniło
się to nikomu wcześniej.

8:45, Łódź Kaliska.
Wsiada pan z "Nadzoru ruchu" MPK i oznajmia pasażerom, że
"mamy objazd". W tym samym czasie dokładnie identyczne słowa padają
wymówione ustami motorniczego z głośniczków tramwaju. Widok niezwykły – w ciągu 15 sekund wagon 1203
praktycznie opustoszał – wiadomo, że większośc pasażerów stanowiły osoby
jadące na otwarcie Galerii. I tu trochę MPK spaliło sprawę, bo o otwarciu GŁ
było wiadomo dużo wcześniej. Wiadomo też było, że gros łodzian ściągnie
na to otwarcie, i wypadałoby, aby komunikacja w tym rejonie nie szwankowała.
Już w momencie gdy spojrzałem na przystanek autobusu zastępczego Z2, uświadomiłem
sobie, iż po południu, gdy ludzie wyjdą z pracy nie będzie zbyt ciekawie jeśli chodzi o tramwaje i autobusy.
Wjeżdżamy na Kopernika. Z przeciwka "dzioba" wychyla Cityrunner 1207
– najnowszy wagon tej serii, jeżdżący po łódzkich torach. Trudno jest opisać
odczucia w tej chwili – nowoczesny tramwaj, normalnie jeżdżący główną arterią
komunikacyjną miasta, pojawia się nagle na małej ulicy, wśród gęstej zabudowy
miejskiej. Kontrast wywołuje szok. Nie tylko u mnie – widać to również
po minach wielu ludzi na ulicy. Pytanie "Co jest grane?" rysuje
się na co drugiej twarzy.

9:00, ul. Gdańska.
Stoimy w małym korku. W międzyczasie słychać w kabinie motorniczego
tekst płynący z radiotelefonu:
– Komunikat. W związku z dużym obciążeniem tras objazdowych,
jeździmy w miarę potrzeb. Bez szaleństw i zbędnego pośpiechu.

Cokolwiek to oznaczało, nie wróżyło to nic dobrego.

9:10, al. Piłsudskiego.
Wychodzę na róg Piotrkowskiej i Piłsudskiego, i trafiam w jeden
wielki pochód idący w wiadomym celu w stronę Sienkiewicza.
To samo widać po drugiej stronie Piłsudskiego.
Z przeciwka podążają ludzie z balonikami, telewizorami,
kuchenkami mikrofalowymi, i innymi rzeczami, które dziś
"taniej, niż gdzie indziej….".
W przejściu podziemnym, przy skrzyżowaniu z Sienkiewicza,
dotychczas należącym do tych, którymi lepiej nie przechodzić,
dziś praktycznie co chwilę ocieram się o drugiego człowieka.
Przejście już zyskało znaczenie gospodarcze – pod wschodnią ścianą stoi
człowiek z filcowymi wkładkami do butów i różnej maści innymi produktami.
Na schodach starsza pani rozdaje ulotki wyborcze partii, która specjalizuje
się w blokadach dróg i mównicy sejmowej. Człowiek idący z przodu odmawia
wzięcia ulotki: "nie głosuję na was…" i w odpowiedzi
słyszy wiązankę: "ty komuchu! ty …".
Urocze dziewczęta rozdają ulotki jednego z marketów, fotoreporter Gazety Wyborczej
powoduje lekki uśmiech na moich ustach wychodząc z GŁ i idąc do redakcji,
która znajduje się… obok wejścia do GŁ. Nie ma to ja mieć temat pod nosem.
Sam zresztą mam też blisko stąd do pracy, bo ESKA znajduje się na tyłach SilverScreena
(100 m dalej).

Czekam na znajomego, z którym umówiłem się przed "głównym wejściem
od strony Piłsudskiego". W czasie 15 min. jakie spędziłem przed "tym" wejściem
trafiłem na czterech znajomych, i dwie wycieczki szkolne podążające do otwartego
godzinę wcześniej obiektu. Potęga telefonii komórkowej sprawia, iż szybko okazuje się,
że kolega czeka przed wejściem głównym na Piłsudskiego… od strony Kilińskiego…
Heh, ile tu jest w końcu tych wejść głównych? 😉

Wchodzimy do środka – przytłaczające wrażenie nowoczesności obiektu ginie
w tłoku ludzi i ciasno rozmieszczonych sklepów różnej maści, o zachodnio
brzmiących nazwach. GŁ ma cztery kondygnacje – jedną podziemną (niby),
i dwie naziemne, plus dach robiący za parking.
W środku tłok – tasiemcowa kolejka do jedynego najbardziej obleganego dziś
sklepu MediaMarkt zdaje się sięgać połowy Galerii. Ochroniarze racjonują dostęp
do sklepu, wpuszczając po 10 osób. Co rusz ktoś wychodzi za telewizorem, drukarką,
monitorem, czy innym sprzętem AGD. Nie do wiary, co tu się dzieje – przypomina
to kolejki w sklepach za mięsem na kartki w latach 80. Poza tym, pełno dziewczyn
rozdających ulotki, usmiechjących się ekspedientek, i innych ludzi zapraszających
do zrobienia u nich zakupów.

Ruchomymi schodami dostajemy się na dach.
Czuję się jak w filmie Seksmisja, gdy bohaterowie wyszli na "ziemię".
Brakuje tylko jeszcze windy uruchamianej na hasło… – moment, jest obok, i to nie jedna 😉
Industrialny dach robi za jeszcze bardziej industrialny parking.
Po obejściu tego przybytku i spojrzeniu okiem na siedzibę łódzkiej Gazety Wyborczej (jakże
piękną), trafiamy do windy. Stojąca obok dziewczyna z plakietką "liczenie klientów"
dzierży w ręku urządzenie przypominające stoper i wykonuje podwójne kliknięcie na nasz widok.
Mężczyzna chcący skorzystać z windy wychodzi po spojrzeniu na wyświetlacz i stwierdzeniu,
że winda z poziomu "-1" szybko nie przyjedzie. Po chwili jednak rozlega się
dzwonek i zjeżdżamy. Jeszcze tylko zatrzymanie drzwi dla dwóch pań i znów czujemy
się jak w filmie Seksmisja.

Poziom -1 wita nas tłumem ludzi, dwoma marketami spożywczymi i stwierdzeniem
"zobacz jak nisko upadliśmy" po spojrzeniu w górę na wszystkie poziomy.
W sumie to co odróżnia GŁ od innych centrów handlowych, to fakt, iż pozostałe są… jednopoziomowe.

Po przeszło dwóch godzinach zwiedzania (i nie wydaniu ani złotówki 🙂 wychodzimy
z GŁ celem udania się w różnych kierunkach,
i spotkania się z kolegą na uczelni o trzynastej.

12:45, ul. Piotrkowska.
Jak przystało na posiadającego bilet miesięczny
planuję dojechać tam środkiem komunikacji miejskiej – wybór pada na tramwaj.
Po kilku przystankach stoimy na Piotrkowskiej pod Katedrą (musiałem dojechać na Rzgowską).
Tak sobie myślę, że to znów jakiś korek, albo dwie ulice dalej jest jakaś kolizja i tramwaje stoją.
Po dziesięciu minutach i przejechaniu 200m sytuacja się wyjaśnia – wysiadam przy Czerwonej,
i widzę…. że dalej jedynym środkiem lokomocji będą moje nogi. Sznur tramwajów stojący na
Piotrkowskiej do Placu Reymonta wygląda na większą awarię… lub większy korek, bo
"trasy objazdowe są zatłoczone". Tramwajów do wyboru i do koloru…
a mój kolega już dzwoni z pytaniem czemu mnie nie ma tam gdzie być powinienem…
Na przystanku autobusowym
przy pl. Niepodległości kłębi się tłumek zniecierpliwionych, którzy czekali na tramwaj,
ale ten nie przyjechał.

13:20, pl. Niepodległości.
Po krótkiej wizycie na uczelni, i wyciągnieciu indeksu udajemy się do WKU (Wojskowa
Komenda Uzupełnień), celem spełnienia jednynie słusznego obowiązku studenta w tym kraju,
czyli odroczenia sobie <BACZNOŚĆ>Zasadniczej Służby Wojskowej<SPOCZNIJ>.
I jak tu dotrzeć… o dziwo na pl. Niepodległości pojawia się tramwaj linii 8
(normalnie tędy nie jeździ; umożliwiający bezpośrednie dotarcie pod wskazany adres),
który przejeżdża nasz przystanek bez zatrzymania… by stanąć za kilkanaście metrów we wspomnianym wcześniej korku.
Idziemy dalej z zamiarem złapania czegoś sensownego jadącego w stronę miasta.
Odpadają zatłoczone autobusy jadące w przeciwnym kierunku.
Pan z MPK stara się zapanować nad bigosem stojąc na pl. Reymonta i pokazując
palcem tramwajom gdzie mają jechać…
Przed Białą Fabryką stoi "14". Jest nadzieja na zabranie się,
która staje się faktem po dziesięciu minutach i stwierdzeniu, że jedziemy
nadprogramowym objazdem przez Czerwoną, po zdaje się dawno nie używanych torach.

13:40, ul. Kopernika.
Wysiadamy koło dawnej Fabryki Tytoniu. Za nami jedzie Cityrunner w stronę Retkini.
Jest chwila, aby podziwiać ten niecodzienny (i nieco komiczny) widok.
Za chwilę jedzie drugi w stronę miasta. Szczypię się w policzek, bo samo
stwierdzenie, że to co widzę, i to czym jechałem rano do miasta nie pomaga
uwierzyć. Do jakich czasów dożyłem…

14:00, ul. Konstantynowska.
Po skoku przez płot (z WKU od razu na poligon nas posłali 🙂 wsiadamy do tramwaju
linii 43 – dla odmiany jest to wagon bardzo starego typu.
Z uchwytu poręczy zwisa prezerwatywa… no tak, ktoś wracał
z GŁ (gdzie podobno je rozdawali w ilościach hurtowych) i jedną już wykorzystał.
Konkludując, należy więc się spodziewać wzrostu pożycia seksualnego łodzian
po otwarciu GŁ.
Aha, dostałem odroczenie do końca marca. Co będzie później, pani uroczo się
uśmiechając nie potrafiła mi powiedzieć – poradziła jedynie, żebym się
"obronił" przed 31.12, to wtedy mam jak w banku przeniesienie do rezerwy.
Coś mi się to nie wydaje realne.

15:00, Retkinia
Po krótkiej wizycie w domu, oraz kolejnym zastrzeleniu mnie wzrokiem przez psa, wsiadam do Cityrunnera celem
pojechania do miasta i obejrzenia… tego co się dzieje w godzinie szczytu na Narutowcza.
Dla osób z poza terenu Łodzi didaskalia: Z reguły są tam korki.
Dla osób, którym moje postępowanie może się wydawać chore: polecam dowiedzieć się co oznacza
termin Trainspotting (może rozszerzę to kiedyś innym blogiem, bo ten jest już nieco przydługawy :).

Po obejrzeniu kolejnego popłochu na Kaliskim wywołanego tekstem
"jedziemy objazdem…" (rozumieć: nie jedziemy obok Galerii!!!),
oraz okolicznościowym obejrzeniu Gdańskiej z okien CR (w tym min gapiów)…
wysiadam na Narutowicza przy Piotrkowskiej. Jestem zaskoczony na plus faktem,
iż nie ma żadnego korka (powinny być częściej tędy objazdy :). Brawa dla MPK.
Jak wyszło wieczorem, korek był – 2 km dalej przy Kopcińskiego ze względu na
krótki interwał zmiany świateł dla prawoskrętu.
Później udałem się Gdańską w kierunku Kopernika.

16:15, Gdańska/Kopernika
Stanąłem na chwilę na rogu, aby popatrzeć na ruch uliczny. Niby małe skrzyżowanie,
a sporo samochodów i co chwilę tramwaj. Obok mnie stoi też chyba jakiś Trainspotter
(chyba właściwiej byłoby: Tramspotter), albo po prostu chłopak się z kimś umówił.

16:30, Gdańska/Kopernika
Po długim czekaniu na horyzoncie pojawił się "dziób" jednego
z Cityrunnerów. Spowodowało to żywe zainteresowanie stojącego obok mnie młodzieńca,
który żwawym krokiem podążył w kierunku biblioteki, by… wyjąć aparat i uwiecznić
sunący z gracją… tramwaj. Po chwili powtórzyło się to jeszcze dwa razy, gdy przejechały
kolejne Citki. Hmmm… gdybym nie oddał swojego aparatu do przeglądu… też bym chyba
to uwieczniał. Tylko szkoda, że słońce zaszło – chłopak będzie miał bure zdjęcia.
Po przedstawieniu udałem się ponownie… do Galerii Łódzkiej, zobaczyć jak "drugi turnus"
(czyli Ci, którzy wrócili z pracy) szturmują nowe centrum handlowe. Cóż – na schodach
wejściowych walają się tony ulotek… grupki ludzi idą z przystanków aby zaspokoić
żądzę ciekawości. Jeszcze tylko rzut okiem (i uchem) na kobziarzy, oraz zespół
przygrywający na klarnecie obok fontanny… i idę do domu.

Tego wieczora jeszcze czterokrotnie miałem okazję przejechać się "objazdową"
trasą Kopernika-Gdańska-Narutowicza-Kopcińskiego i zaciekawieniem pooglądać niecodzienne
widoki za panoramicznym oknem, niczym ryba w akwarium. Lepsze to, niż siedzenie
przed ekranem komputera…

Ten dziwny dzień (jak codzień 🙂 zakończył się dla mnie po północy – z obolałymi
nogami i obolałą (od wrażeń i nadmiaru informacji) głową… . Położyłem się spać,
umawiając się z kolegami (też poborowymi-studentami) z uczelni na pizzę po południu.