Poczta Polska, czyli zniszczymy Twoją paczkę

Dzis z cyklu "Absurdy zycia codziennego" będzie o firmie,
która pod względem zatrudnienia plasuje sie na pierwszym miejscu w naszym kraju,
czyli o przedsiębiorstwie Poczta Polska.

Moje doświadczneia z Pocztą trwają praktycznie od najmłodszych lat, kiedy to korespondowałem
w podstawówce z ludźmi z całego kraju. Przez ten okres czasu zmieniłem się ja,
zmienił się też poziom usług pocztowych świadczonych przez tę firmę.
Zniknęły napisy "Poczta – Telegraf – Telefon", pojawiły się
nowe usługi, a wraz z nimi też nowa jakość. Niestety parę rzeczy się nie zmieniło,
i o tym w dzisiejszym felietonie.

Urząd Pocztowy – miejsce, do którego udaje się każdy klient Poczty,
chcący załatwić jakąś sprawę. Urzędy bywają różne – kwadratowe i podłużne,
ale łączy je wiele wspólnych cech – pracownicy w jednolitych kremowo-granatowych
strojach z plakietkami, szklane okienka z wystawionym asortymentem, czasem niekoniecznie
zbieżnym z profilem komunikacyjnym firmy. Jako klient zostałem już przyzwyczajony
do widoku gazet i/lub czasopism, parafarmaceutyków czy rajstop (a nóż znajdzie
się klientka w potrzebie, której pójdzie oczko – w ostateczności kierowca,
szukający substytutu paska klinowego 🙂

Za okienkami głównie przedstawicielki płci pięknej (wersja dla szowinistów: słabszej),
osoby od których dużo zależy. Warto zatem przed podejściem do okienka rozeznać się
w jakim humorze jest dziś osoba nas obsługująca – na ogół nie ma z tym problemu.
Gorzej, gdy coś zacznie przebiegać nie tak jak powinno. Poniżej przedstawiam listę
możliwych sytuacji, które doświadczyłem osobiście podczas obcowania z Pocztą Polską.

  1. Sposób dostarczania paczek.
    Mieszkam na największym w Łodzi osiedlu, czyli Retkini.
    Jeśli do mojej skrzynki trafią jakiekolwiek awiza (czyli dokumenty informujące,
    że czeka na mnie przesyłka w urzędzie pocztowym, bo doręczyciel nie mógł dostarczyć
    jej osobiście), to są ich dwa rodzaje.
    Pierwsze, na listy polecone i inne przesyłki listowe nie mieszczące się w skrzynce,
    które odbieram w urzędzie mieszczącym się na osiedlu. Na całej Retkini jest takich urzędów
    4 czy 5.
    Gorzej gdy przychodzi paczka. Muszę po nią jechać do Urzędu Łódź 40 (UPP Łódź 2),
    który mieści się przy dworcu Kaliskim. Na taką wyprawę trzeba przeznaczyć minimum godzinę.
    Ba, jeśli nie jest to przesyłka kurierska, to zgłosić się po nią mogę dopiero następnego dnia
    (na osiedlu od 18:00 dnia pozostawienia awizo). Zastawia mnie fakt, czemu Poczta nie potrafi
    zorganizować tak przewozu paczek, żeby ułatwić życia sobie, a przede wszystkim klientom.

     
  2. Dziwny zwyczaj kwitowania odbioru.
    Poczta Polska wprowadziła dosyć dziwny obyczaj – przed otrzymaniem przesyłki należy pokwitować
    jej odbiór, w którym (uwaga) odbiorca jednoznacznie stwierdza, że otrzymał przesyłkę w całości
    i nie wnosi zastrzeżeń. Pracownicy poczty tłumaczą się tym, że ludzie mogą zniszczyć przesyłkę,
    albo odebrać ją bez pokwitowania. Tłumaczenie sensowne, ale absurdalne w porównaniu z usługami
    świadczonymi przez firmy kurierskie, gdzie przesyłkę przed pokwitowaniem odbioru mogę wziąść
    do ręki i obejrzeć czy nie jest uszkodzona (o czym w następnym punkcie).
    Zazwyczaj proszę więc pracownika poczty o okazanie przesyłki przed pokwitowaniem jej odbioru.
    Z przykrością muszę stwierdzić, iż reakcje obsługi są w większości przypadków żenujące.
    Nie będę sie rozpisywał na ten temat, któregoś dnia napisałem o tym do Poczty Polskiej,
    korzystając z adresu kontaktowego istniejącego na ich stronie:

    
     ----- Original Message -----
     From: "Ciemny" <t.ciemnoczulowski.at.LHS.pl>
     To: <kontakt.at.poczta-polska.pl>
     Sent: Friday, February 13, 2004 11:31 PM
     Subject: W sprawie sposobu odbioru paczek pocztowych
    
     Szanowni Panstwo,
    
     Postanowilem napisac w pewnej bardzo intrygujacej mnie sprawie
     gdyz nie wydaje mi sie normalnym ponizej opisane zachowanie
     pracownikow poczty.
    
     Ilekroc przychodze do urzedu pocztowego, aby odebrac paczke
     czy list polecony, po podaniu dowodu osobistego i awizo
     otrzymuje do podpisania kwit. Nie bylo by w tym nic dziwnego,
     gdyby nie fakt, iz pracownik poczty narzuca mi fakt podpisania
     kwitu odbioru przesylki gdy odbiorca nie widzi jej na oczy.
     Problem lezy tu w tym, iz kwitujac odbior, automatycznie 
     stwierdzam, ze odbieram ja w stanie nienaruszonym 
     i nie wnosze zastrzezen, co jest raczej anormalne.
    
     Nie lubie podpisywac niczego "w ciemno", tym bardziej
     ze kilka paczek jakie otrzymalem w tym roku mialo
     naruszone opakowania - najprawdopodbniej w skutek rzucania
     przy przeladunku.
     Przeczy to wiec sytuacji w ktorej wewnetrzne przepisy
     nakladaja obowiazek sporzadzenia protokolow, dodatkowego
     oklejenia paczki, itp. - stad nie jestem w stanie zaufac
     Poczcie, ze przesylka jest w porzadku (aczkolwiek od czasow 
     kiedy to przychodzily paczki zywnosciowe z zagranicy
     i w niewyjasnionych okolicznosciach ginela
     czesc ich zawartosci duzo sie zmienilo na plus dla Poczty).
    
     Zazwyczaj prosze wiec pracownika o okazanie
     mi paczki przed pokwitowaniem odbioru. Nie byloby problemu,
     gdyby nie nieprzyjemne dla mnie jako klienta poczty komentarze
     ze strony osoby obslugujacej - np. "ale do reki to ja panu
     nie dam!" (zaznaczam, iz byla to odpowiedz na wypowiedziane
     w lagodnym tonie pytanie "czy moglbym najpierw zobaczyc 
     te paczke?"). Takie kuriozum mialem "przyjemnosc" doznac dzis 
     w urzedzie Lodz 2 po godz. 16, gdzie staje sie to praktycznie 
     norma ilekroc odbieram paczke (innym razem pani w okienku 
     zrobila mi caly elaborat na zasadzie "co pan sobie wyobraza").
     W przypadku urzedu Lodz 2 nie jest to niestety pierwszy tego 
     typu przypadek i nie drugi.
     Przyznam sie szczerze, ze jako klient Poczty Polskiej uwazam
     tego typu zachowania za niezbyt przyjemne, nawet biorac pod uwage,
     iz osoby obslugujace klientow sa juz n-ta godzine w pracy.
     Mniejsza jednak z tym.
    
     Niniejszym prosze o wyjasnienie dlaczego w placowkach 
     Poczty Polskiej funkcjonuje zwyczaj podawania klientowi 
     do podpisania protokolu odbioru w momencie gdy nie widzi 
     on przesylki.
    
     Z wyrazami szacunku, Tomasz Ciemnoczułowski
     

    Odpowiedzi do dziś nie otrzymałem, co świadczy o braku zainteresowania klientem
    przez tę firmę. Może boją się listów nadanych w piątek trzynastego?
    Drobna errata – wzmiankowany w mailu Urząd Pocztowy Łódź 2 to tak naprawdę
    UP Łódź 40. Pomyłka wynika stąd, że przesyłki odbiera się w UP Łódź 40,
    ale na stemplach jest wszędzie Łódź 2.

     

  3. 100% czyli całość. Nie zawsze.
    W latach komunizmu było powszechnie wiadomo, że w przesyłkach na poczcie potrafią
    zginąć różne rzeczy. Gdy przychodziły listy z USA czy innych zachodnich krajów,
    dużo z nich ginęło, zwłaszcza gdy zawierały pieniądze. Wiadomo, że wtedy różowo
    w Polsce nie było i rodziny, które wyjechały na zachód w poszukiwaniu pracy
    starały się wspierać bliskich znajomych pozostających w ojczyźnie.
    Paczki żywnościowe potrafiły przyjść uszczuplone nawet o połowę. Winnych oczywiście nie było.
    Po jakimś czasie polonia umieszczała w paczkach listy produktów, które powinny się
    tam znajdować – te albo ginęły, albo poczta sobie nic z tego nie robiła.
    W końcu po pojawieniu się firmy Baltona paczki te były robione w kraju na zamówienie
    z zagranicy i dostarczane przez kurierów. I tu o dziwo nie było z nimi problemu,
    w końcu sprawa nie przechodziła przez Pocztę.
     
    Zdjęcie
    Od tego czasu minęło sporo lat, Polska stała się krajem demokratycznym, wyszła
    z komunistycznego dołka. Wydawałoby się, iż pracownicy Poczty mają wszystkiego pod dostatkiem
    i nie będą już oglądać kopert pod światło w poszukiwaniu dolarów z Ameryki,
    czy otwierać paczek aby wyciągnąć z nich puszkę szynki konserwowej przysłanej z innego kraju,
    a poczta zacznie dbać o towar klienta.
    Tu muszę sprawiedliwie stwierdzić, że na taką skalę jak dawniej nie ma to w zasadzie miejsca.
    Niestety, paczki z zagranicy nadal potrafią przyjść uszkodzone (lub zaplombowane komisyjnie,
    czyli legalnie uszkodzone) i widać ewidentne ślady tego, iż kogoś korciło żeby zajrzeć
    co tam w środku jest. Problemem jest fakt, że wielu nadawców nie ubezpiecza paczek
    (bo się to na ogół nie opłaca), a w tym momencie poczta może zwrócić jedynie koszty przesyłki
    jeśli istnieje na nią dowód nadania. Wydaje się być to rozsądne postępowanie z punktu widzenia przewoźnika,
    jednak jest to furtka do potencjalnej odmowy w przypadku złożenia reklamacji.
    Istotnym niuansem jest fakt, iż poczta w momencie przyjęcia przesyłki przyjmuje też odpowiedzialność
    za dostarczenie jej w całości – tak więc jeśli pisemnie nie uregulowano sprawy przy nadaniu,
    to pozostaje się sprzeczać z panią w okienku czy paczka nie mogłaby być lepiej zabezpieczona,
    o czym poniżej.

     
  4. Co wolno Urzędowi, to nie Tobie PT Kliencie
    Poczta lubuje się w odbieganiu od standaryzacji.
    I tak, listami przesyłane są towary, które często powinny być nadawane jako paczki.
    Kolejnym problemem są niestandardowe opakowania – kiedyś istniał osobny taryfikator
    na koperty B5, C5, DL, itd. i za każdą przesyłkę odbiegającą wymiarami pobierano
    dodatkowe "myto". Na szczęście dziś ten cennik nie obowiązuje,
    jednak nadal dziwi mnie fakt, iż za przesłanie czegoś lekkiego w rulonie
    płaci się jak za kilkukilogramową paczkę.
    Drugi problem to opakowania – poczta oferuje pudełka – kto żyw jednak
    kleci takie samemu, gdyż wychodzi to taniej.
    Niestety, czasem dochodzi do absurdów – poczta nie chciała mi przyjąć listu
    wielkoformatowego, mimo iż dzień wcześniej otrzymałem identyczny.
    Po długich namowach (czytaj: negocjacjach) pani w okienku dała się jednak przekonać.
    Dodam, iż Poczta nie oferowała stosownej wielkości kopert na takową przesyłkę.

     
    Hitem ostatnich lat są koperty wypełnione folią bąbelkową. Jak dowodzi doświadczenie
    i one nie potrafią się oprzeć pomysłowości pracowników Poczty,
    zarówno w sferze przeglądania ich zawartości, jak i uszkadzania jej.

     
    Ciekowstką jest fakt opakowań pocztowych – kiedyś były zunifikowane koperty i pudełka.
    Pudełka były wiązane i obklejane taśmą na rogach ze względu na wspomniane powyżej
    przykrości, jakie zdarzały się podczas transportu. W tej chwili to samo zaczyna powoli
    dotyczyć zwykłych listów. Standardem stają się koperty bąbelkowe, czy oklejanie
    grubszych listów na rogach. Nie robi się tego dlatego, że ktoś może tam zajrzeć,
    tylko ze względu na obchodzenie się pracowników Poczty z przesyłkami – są one wielokrotnie
    rzucane podczas transportu. Kiedyś tylu zniszczen nie było.

     
    Kolejny przypadek, kiedy to znajomy nadał w Szczecinie dwie paczki z kubkami
    ceramicznymi (6 szt.) – jedną do Bydgoszczy i drugą do Łodzi wydaje się
    być wręcz modelowym. Te, które trafiły do grodu nad Brdą przyszły nienaruszone.
    Druga paczka, która przeszła przez ręce pracowników UPP Łódź 2 (chyba stanę sie ich antyfanem),
    omal nie spowodowała u mnie zawału serca – żaden z kubków nie był w całości.

     

  5. A bo mi się nie chciało wejść…
    Ostatnio popularną praktyką przy doręczaniu wszelkiego rodzaju przesyłek typu paczka czy polecony jest…
    zostawienie awiza odbiorcy nawet gdy jest pod wskazanym adresem. Jest to swego rodzaju
    kuriozum, gdy pracownikowi UPP nie chce się wejść lub wjechać windą tylko woli zostawić
    awizo w skrzynce. Jakie to daje niedogodności opisałem w pkt 1. Przedewszystkim denerwujący
    dla mnie jest fakt, że paczkę moge odebrać dopiero następnego dnia rano, czyli na ogół po 24h.

    Uzupełnienie ze stycznia 2005:
    Hitem lenistwa okazał się doręczyciel z urzędu pocztowego Łódź (numer urzędu pominę milczeniem),
    który wszedł na trzecie piętro, aby doręczyć list polecony. Nie byłoby w tym nic dziwnego,
    gdyby nie fakt, że równocześnie zostawił adresatowi w skrzynce na dole list zwykły.

     

  6. Adresat Ciemnoczułowski nieznany.
    Jak to śpiewano kiedyś (mniej-więcej) w "Akademii Pana Kleksa" –
    Zdjęcie
    Witajcie w naszej bajce,
    Doręczyciel zagra na fujarce,
    Zatańczą wkoło drzewa,

    Poczta Polska nam zaśpiewa.

    Czy wiecie, że… niektórzy pracownicy Poczty Polskiej nie potrafią czytać ze zrozumieniem?
    O przypadku podawania do podpisania przed zobaczeniem przesyłki kwitka, na którym jest napisane
    "…przesyłkę przyjąłem bez zastrzeżeń…" juz pisałem wyżej.
     
    Nowym hitem oferty przesyłkowej Poczty Polskiej jest Przesyłka niedoręczona.
    Pozycja o tyle ciekawa, co nie do końca jawna w cenniku, i oferowana losowo wybranym klientom.
    W ramach tej cudownej loterii okraszonej rozmaitymi nalepkami i dopiskami na kopercie
    poczynionymi przez pracowników naszej Poczty otrzymujemy stek nerwów i dodatkowe koszty,
    gdy nagle okazuje się, że nasza przesyłka wysłana pod jak najbardziej istniejący adres
    została zwrócona. Wszystko przez to, że doręczyciel nie mógł/nie chciał/nie umiał odczytać prawidłowo
    adresu
    . Co w takim przypadku? Robi się zwrot przesyłki, nadawca płaci za to ekstra "myto"
    i po opłaceniu następnej przesyłki ta dochodzi. Proste, nie?

    Uzupełnienie ze stycznia 2006:
    Ostatnio popularną odmianą przesyłki niedoręczalnej jest przesyłka nieawizowana.
    Najkrócej mówiąc – jeśli adresat się o nią nie upomni w urzędzie, to zostanie ona zwrócona
    po czternastu dniach nadawcy. Oczywiście przez ten czas adresat nie otrzymuje żadnego awizo.
    Dlaczego? tego nie wiem. W urzędzie z reguły twierdzą, że listonosz zostawiał awizo
    (czego nie da się udowodnić, podobnie jak tezy, że nie zostawił).
    Z problemem niestety zostają nadawca i adresat, gdyż to oni na ogół są obciążeni kosztami
    niechlujstwa doręczycieli.

Poczta Polska ustawicznie narzeka na malejącą ilośc osób korzystających
z jej usług – w dobie telefonii komórkowej i poczty elektronicznej nie ma już masowego
wysyłania kart na święta i listownej korespondencji. Na rynku funkcjonuje też wiele
firm kurierskich, świadczących usługi przewozu przesyłek o wiele szybciej,
i nieraz taniej.
Z drugiej strony monopolista na rynku przewozu przesyłek indywidualnych stara się zrobić niewiele,
by zmienić w podejściu klienta.

Share