O tym jak zdradziłem PKP

Dziś nieco dłuższa historyjka z morałem o tym dlaczego
ludzie przestają jeździć pociągami.

Autor: Ciemny
Temat: O tym jak zdrzadzilem PKP [dlugie] 
Grupy dyskusyjne: pl.misc.kolej
Data: 2004-12-06 23:01:04 EST 
 
To bedzie post, po ktorym niechybnie mnie pare osob tu znienawidzi,
ale coz. Tak wyszlo - PKP same mnie do tego zmusily.

Zacznijmy od poczatku.
W czwartek wyruszylem sobie pociagiem z Lodzi Kaliskiej do Slupska.
Po trasie w sumie zadnych wiekszych ciekawostek, poza gagarem
pod Wloclawkiem pracujacym przy robotach, panem sikajacym
z otwarych na osciez drzwi SKM-ki jadacej w kierunku Gdyni
(szok u pasazerow mojego pospiecha, jak go wyprzedzal :),
itp.

Na GGO mialem przesiadke na "Pobrzeze", ktore wloklo
sie za nami od Tczewa (45100 jest wiecznie opozniony
+10-20 kiedy nim jade). Na GGO poznalem Lecha
- po shake-hand'ach i wymianie dewocjonaliow LHS.pl
(m.in. swiezo upieczonych kalendarzykow) zasiadlem
w "Pobrzezu" i Lechu zdazyl mnie uprzedzic ze to nie koniec
atrakcji na dzisiaj. Na szlaku Wejherowo-Luzino jest zamkniecie
i kursuje KKZ (Kolejowa Komunikacja Zastępcza - przyp. red.). 
Czytalem o tym wczesniej na grupie,
ale w komunikatach PKP-PR nic nie znalazlem z ograniczen
obowiazujacych po 03.12 po 5:00. Nic to.
Moj wspoltowarzysz podrozy, starszy pan jadacy do Kolobrzegu
chwalil sobie przedzial (wagon AB), czytsosc, itepe,
bo nie jechal koleja od dziesieciu lat. W ciągu nastepnych
kilkudziesieciu minut jednak caly jego entuzjazm prysnal.
Mijamy Chylonie - przyszedl gosc wygladajacy na rewizyjnego,
cos wybelkotal pod nosem (zrozumialem tylko "w Wejherowie")
i poszedl dalej. Starszy pan poprosil mnie o tlumaczenie
tegoz dziwnego jezyka kolejowego - po tym co uslyszalem
wczesniej od Lecha skonstatowalem ze chodzi o te KKZ.
Pozniej przyszedl Kierpoc - ten byl juz bardziej rozmowny:
"no ten tego... tak wysiadziecie panowie z dworca, beda
4 busy podstawione, oznakowane, one zawioza Was do Luzina
- to jest 6 km wiec szybko i sprawnie to bedzie".
Poszedl. Zazartowalem ze moze "szybko i sprawnie"
trafimy do Luzina, ale tam sobie pewnie poczekamy.
Jak powiedzialem, tak sie stalo.
W Wejherowie poszlo sprawnie (po lekturze grupy balem sie tylko,
zeby nie wsiasc przypadkiem do KKZ SKM-u), pojechalismy do Luzina
po drodze mijajac roboty na szlaku (na jakiejs mijance troche maszyn,
stonka z kombajnem torowym i innymi ustrojstwami). W Luzinie wszyscy
pasazerowie oczekiwali JUZ podstawionego pospiecha, ktory mial ruszyc
dalej. Nic z tego. Zamiast tego stal EN57.
W tym momencie chyba nie bylo co liczyc na bycie punktualnie w Slupsku,
wysylam info do osoby, ktora bedzie na mnie czekac, zeby przyszla na
dworzec o 18:00, bo nie zdaze. Oczywiscie na peronie zawrzalo,
ludzie sie zagotowali co jest grane.

16:30, Luzino.
Po chwili z megafonow dowiedzielismy sie, ze pospiech bedzie najwczesniej
za 40 minut, a osobowka juz odjezdza. Niewiele myslac, wsiadlem w tykacza,
ktory zostawil spora rzesze pasazerow pospiecha na perownie w Luzinie,
a przypomnijmy ze bylo mokro, zimno i czlowiek szybko przemarzal
w takich warunkach. Na odjezdne uslyszalem pare nieprzyjemnych
zdan pod adresem organizacji ruchu przez PKP, i jedno zdanie,
ktore wracalo jak bumerang tego wieczoru "powinni ludziom oddac
za bilety". Tocząc się powoli w tykaczu jechalem do Leborka.
Dzieki dobrodziejstwu Gadu-Gadu (choc ostatnio tak dziala ze lepiej
nie wspominac) i obecnosci Lecha na Gadu wiedzialem ze bede mial tam
o 17:16 osobowke do Slupska.

Oczywiscie jak przystalo na PKP-"under construction" nic z tego.
Wysiadajac w Leborku zobaczylem jedynie osobowke SKM poza peronami,
jakas EU07+A+B stojaca w oporku w strone Wejherowa, no i warkoczacy
szynobus do Leby. Przyjechala "Bryza" od Slupska (opozniona xx minut),
ktora prawdopodobnie bedzie wracac z Luzina jako to "Pobrzeze".
Na dworcu ogolnie balagan organizacyjny.
Nikt nic nie wie.
Rozmowa z kasjerka o 17:14:
TC: Dobry wieczor, czy dzis kursuje ten osobowy na Koszalin,
bo go w peronach jeszcze nie ma...
K: Jak to nie ma, przy peronie drugim stoi...
TC: Nie, nie ma go tam, przy peronie 2 nic nie stoi.
K: A ja tam widze...
TC: To jest sklad SKM na torach postojowych, raczej na Koszalin
nie pojedzie...
K: A to ja nic nie wiem... prosze sie dyzurnego na peronie zapytac.

Tu musze dodac, ze kasjerka mimo przebywania w rzeczywistosci 
wirtualnej byla nader uprzejma, w przeciwienstwie do dyzurnego, 
dla ktorego bylem raczej niezbyt mile widzianym petentem:

TC: Dobry wieczor, chcialbym sie dowiedziec czy przyjedzie
ta osobowka co o 17:16 do Koszalina odjezdza.
RSP: No panie, przyjedzie, ale najpierw musi ze Slupska
przyjechac, no nie!?
TC: A... aha, to dziekuje.

Coz. Na PKP pasazer musi znac obiegi skladow nawet w czasie zamkniec.
Nie wiedzialem.
Dzieki garsci informacji uzyskanych od pracownikow PKP
(a raczej braku tej garsci) odbylem szybka rozmowa
przez telefon ze Slupskiem mniej-wiecej w tym stylu:
"nie wiem kiedy przyjade... moze za godzine...
tu maja balagan... sami nie wiedza...".
Podobnie pewnie pasazerowie w pospiechu, ktory niby-juz
pedzil w moja strone.

17:30.
Po jakichs 15 min. dowiaduje sie z zapowiedzi, ze sklad osobowy
ze Slupska zaraz wjedzie i pojedzie o blizej nieznanej godzinie
w druga strone. Niewiele myslac wsiadlem do niego, tym bardziej,
iz 5 min po przyjezdzie zabrzeczaly drzwi i sie zamknely z loskotem.
Chyba naturalnym biegiem zdarzen powinno byc ruszenie skladu.
No way. Na PKP kazdy wyjatek zmienia regule :)
Skladzik postal sobie kolejne 10 min., po czym wysiadlem
z niego lekko zdegustowany, bo zblizala sie pora przyjazdu
pospiecha i myslalem, ze osobowy czeka zeby go przepuscic.
Niestety, gdy stalem na peronie, pociag bez cienia zapowiedzi
z megafonu po prostu ruszyl i odjechal. Uszczypnalem sie,
bo juz nie wierzylem w to co sie wyprawia na tej stacji...
Po 10 minutach wtoczylo sie "Pobrzeze" zapowiedziane jako
"opozniona Bryza". Wyglada na to, ze "Pobrzeze" zwyczajnie
wyparowalo ze szlaku (nota bene: zostalo w Wejherowie),
albo PKP zrobilo "pospiech 2 w 1" ...
Jakas nowa oferta w odpowiedzi na "Last Minet" PKP-IC? :)

Wracjac do tematu "Lebork eXtreme Traffic 2004"
- zabawmy sie z PKP w loterie. Mialem niezlego kaca
morlanego, bo osobowka byla juz daleko z przodu,
ale pospiech mogl ja smignac na szlaku.
Ciekaw bylem co bedzie pierwsze w Slupsku, tym bardziej,
ze w osobowce posialem z roztargnienia czapke,
i zimno na peronie w Leborku dawalo sie we znaki mojej lysinie.

18:10.
Jedyne co mnie ucieszylo w ex "Bryzie" to wagon rowerowy,
ktoreg skwapliwie wypatrywalem na koncu i zajalem w nim
miejsce. Kazdy ma swoje preferencje co do jazdy pociagiem,
ja akurat lubie bezprzedzialowe (Lechu mi wymawial,
ze nie lubi :) .
Ruszylismy z kopyta opuszczajac (dzieki Ci PKP za To!)
Lebork. Nie ujechalismy daleko. w Potegowie S1 na wjazdowym.
Pasazerowie po dwoch minutach zaczeli kwekac, ze jestesmy
opoznieni a i tak stoimy w polu. Po raz kolejny uslyszalem
"powinni oddac za bilety"... No comment.
Po mniej-wiecej 10 minutach wtoczylismy sie na stacje
i postalismy kolejne 20. Pewnie ta osobowka z przodu
sie toczy. Gratulacje dla dyzurnego za opoznianie pospiecha.
W tym czasie pasazerowie z lekko-wnerwionych stali
sie lekko-wkurwieni (delikatnie mowiac).
Na gadu sie pytaja czy juz jestem w Slupsku,
odpowiedz: "nie, nadal stoimy w polu".
:)

W Slupsku wyladowalem okolo 19:10.
Po osobowce ani sladu po trasie.

Na peronie i przy wysiadaniu znow dalo sie slyszec
znane juz zdanie ... (oszczedze Wam).

Droge powrotna planowalem nastepujaco:
Slupsk           10:05 8522
GGO        12:00
GGO              12:25 P54102
Lodz Kal.  18:38.

Na stacji w Slupsku wyczytalem, ze w zwiazku z tymi
robotami, 6.12 bedzie KKZ i 8522 wjedzie na GGO 12:20.
Oczywiscie mozna z duzym prawdopodobienstwem zalozyc,
ze czas ten moze miec tolerancje +30-40 min.
Moze zajechalby punktualnie, ale ja wolalem nie
ryzykowac dyndania na GGO i przyjazdu do Lodzi z pomoca
20226/20344/50137/P61502 tracac na bilecie bo musialbym
jechac przez Bydzie/Inowroclaw/ZWK/ZW, a nie Torun-Kutno.

Obawiajac sie o ponowne hece z PKP
wybralem inne rozwiazanie i dalem zarobic PKS.
Jakiez bezpieczne, gdy po 15ej na kolei nie mozna czuc
sie bezpiecznie (bo juz CIEMNO), nie trzeba co chwila
patrzec na zegarek i liczyc ze pracownicy sluzby ruchu
maja zly dzien i odburkna pod nosem "no przeciez jeszcze
ze Slupska nie przyjechal". Postanowilem wrocic do domu
autobusem pospiesznym PKSu Slupsk (to sie jakos
Center Travel nazywa wlaciwie). Bilet 4 PLN drozszy
(liczac po uldze studenckiej), autobus jedzie porownywalny
czas co PKP (10:30-19:27), jednak krotsza trasa
(nie przez 3-miasto).
W kazdym razie siedzac wygodnie w fotelu nie musze martwic sie
czy kreci mi sie jakas zulernia, uwazac, zeby nie zasnac, itp.
Brakuje tylko stukotu kol i gwizdu lokomotywy.
Wrocilem do domu autobusem marki Bova (o ile czegos
nie przekrecilem) - to taki z pokladem, barkiem,
video, siedzeniami lotniczymi, itp. - jeden z tych
jakie kursuja daleko za granice. Nieporownywalny
ze standardowym wyobrazeniem PKS, czyli "kurzacego
spalinami wusluzonego Autosana".
Wracajac do tematu - jaki komfort, nieporownywalny
nawet do 1 klasy wagonu PKP.
Jedyne co moge zarzucic PKS na minus w stosunku
do PKP to brak wc na pokladzie :)
Zalatwic potrzeby mozna jedynie na postoju
o ile czas pozwoli, ale to chyba zrozumiale.
No i brak tego stukotu kol, ktory w pociagu tak usypia.

Za miesiac znow bede testowal PKS.
I tym razem znow dzieki PKP. Zwierzyniec, do ktorego
mam zamiar dojechac jest juz takim kolejowym zad... ,
ze dojechac nan moge tylko na 12:31 (wstajac o 4ej rano),
albo na.... 22:4x. PKS daje alternatywe - przyjazd
na godz. 18. nie jadac na okretke przez Warszawe i Lublin.
Zobaczymy.

Szkoda, ze nasza "kochana" kolej sie tak sypie,
niedlugo trzeba bedzie byc masochista,
zeby gdzies dojechac w ludzkiej porze.
Ja juz chyba za stary jestem na szkole
przetrwania w pociagu.
 

Nie byłem sam na tej trasie.
Oto relacja człowieka, który jechał w przeciwną stronę:

Autor: Oskar
Temat: Re: O tym jak sie wq na PKP [dlugie] 
Grupy dyskusyjne: pl.misc.kolej
Data: 2004-12-07 15:09:21 EST 

A jak to wyglądało w przeciwnym kierunku: 
Podróż ze Szczecina do Jastrzębiej Góry.


> To bedzie post, po ktorym niechybnie mnie pare osob tu znienawidzi,
> ale coz. Tak wyszlo - PKP same mnie do tego zmusily.
> 

No co ty... Mieszkasz w Polsce!

> Po trasie w sumie zadnych wiekszych ciekawostek, poza panem 
>  sikajacym
> z otwarych na osciez drzwi SKM-ki jadacej w kierunku Gdyni
> (szok u pasazerow mojego pospiecha, jak go wyprzedzal :),
>  Eee, to nic nadzwyczajnego. 
> 
> Na szlaku Wejherowo-Luzino jest zamkniecie
> i kursuje KKZ. Czytalem o tym wczesniej na grupie,
> ale w komunikatach PKP-PR nic nie znalazlem z ograniczen
> obowiazujacych po 03.12 po 5:00. Nic to.

Po bilet poszedłem 1 grudnia, w przeddzień wyjazdu. 
Oczywiście na dworcu Szczecin Główny sprawdziłem wszelkie dostępne 
ogłoszenia o planowanych zmianach. O zmianach rozkładów pociągów 
w kierunku Gdyni oprócz "Podlasiaka" ani słowa. Poniekąd słusznie, 
Luzino i Wejherowo to już Pomorski ZPR, a na obszarze 
Zachodniopomorskiego ZPR pociąg 85106 miał jechać zgodnie z planem. 
Zamknięcie szlaku miało się zakończyć 2 grudnia o godz. 5.00. 
W czwartek kilka minut po 10 spotkaliśmy się z kumplem na dworcu, 
po zajęciu miejsc niezwłocznie udałem się do kierownika pociągu 
z zapytaniem i nadzieją, czy być może udało się dotrzymać 
harmonogramu. Odpowiedź (bardzo uprzejma i grzeczna), 
niestety nie była po mojej myśli. 
Nic to, fajki są, piwo jest - dojedziemy. 

> Mijamy Chylonie - przyszedl gosc wygladajacy na rewizyjnego,
> cos wybelkotal pod nosem (zrozumialem tylko "w Wejherowie")

Miałeś pecha. Drużyna, która objęła 85106 w Słupsku trzymała 
całkiem przyzwoity poziom. 

> Pozniej przyszedl Kierpoc - ten byl juz bardziej rozmowny:
> "no ten tego... tak wysiadziecie panowie z dworca, beda
> 4 busy podstawione, oznakowane, one zawioza Was do Luzina
> - to jest 6 km wiec szybko i sprawnie to bedzie".
> Poszedl. Zazartowalem ze moze "szybko i sprawnie"
> trafimy do Luzina, ale tam sobie pewnie poczekamy.

W Luzinie stały sobie autobusy, oznakowane całkiem czytelnie, 
że to KKZ PKP Przewozy Regionalne. Ruszyły po kilku minutach. 
Niestety, drogowcy wzięli się za remont bądź przebudowę drogi 
nr 6, więc nie było tak szybko i sprawnie. Opodal dworca 
w Wejherowie przejazd zamknięty przez kwadrans: kolejna obsuwa. 

> Jak powiedzialem, tak sie stalo. 

Prorok jaki, czy co...

> W Luzinie wszyscy pasazerowie oczekiwali JUZ podstawionego pospiecha, 

A, to z tego powodu dzikie tłumy szturmowały pociąg w Luzinie. 
Ledwo wysiąść dali. 

> 16:30, Luzino.
> Po chwili z megafonow dowiedzielismy sie, ze pospiech bedzie 
> najwczesniej za 40 minut, a osobowka juz odjezdza. 
> Niewiele myslac, wsiadlem w tykacza,
> ktory zostawil spora rzesze pasazerow pospiecha 
> na perownie w Luzinie,

Skoro 85106 ruszył ze stacji Jezierzyce Słupskie o 16.05... 
Stał tam ponad godzinę. 

> 17:30.
> Po jakichs 15 min. dowiaduje sie z zapowiedzi, ze sklad osobowy
> ze Slupska zaraz wjedzie i pojedzie o blizej nieznanej godzinie
> w druga strone. Niewiele myslac wsiadlem do niego, tym bardziej,
> iz 5 min po przyjezdzie zabrzeczaly drzwi i sie zamknely z loskotem.
> Chyba naturalnym biegiem zdarzen powinno byc ruszenie skladu.
> No way. Na PKP kazdy wyjatek zmienia regule :)
> 
~17.40 i już jesteśmy w Wejherowie. Niestety, ostatni autobus 
w kierunku Jastrzębiej Góry odjechał o 17.20. 
W informacji PKP tylko tabliczka "Nieczynne". 
Przy peronie 2 stoją jakieś 2 składy PKP-PR, obsługi nie zauważyłem. 
Lokalizacji dyżurnego ruchu nie udało się namierzyć. 
Po kilkunastu minutach w informacji pojawiła się wreszcie 
jakaś baba. Indagowana o możliwość dojazdu do Redy 
uparcie sugerowała SKM, natomiast PKP-PR to coś _może_ będzie po 20. 
Znaczy się: jak przyjedzie (KKZ) i pojedzie, to będzie. 
Dobre... Mocne... 
Na tor przy peronie 1 wjechał jakiś skład 2xEN57, otworzył drzwi. 
Drużyny konduktorskiej nie widać. Ponowna wizyta w informacji: 
- Co to za pociąg i o której odjeżdża?
- Nie wiem. 
Po kilku minutach kibel zamknął drzwi i niezwłocznie ruszył w kierunku 
Gdyni. Jest dobrze. W Redzie byliśmy już kilka minut po 18. 
Rzut oka na rozkład PKS: już za 40 minut jest! 

> 18:10.
> Jedyne co mnie ucieszylo w ex "Bryzie" to wagon rowerowy,
> ktoreg skwapliwie wypatrywalem na koncu i zajalem w nim
> miejsce. Kazdy ma swoje preferencje co do jazdy pociagiem,
> ja akurat lubie bezprzedzialowe 

One są dobre, te bezprzedziałowe. Można przyjść i jak człowiek 
zajarać, na siedząco, leniwie sącząc Volta i podziwiając 
piękną stację Jezierzyce Słupskie. Za oknami co kilkanaście 
minut widać Ikarusa 280 z komunikacji miejskiej Słupsk. 

> Na gadu sie pytaja czy juz jestem w Slupsku,
> odpowiedz: "nie, nadal stoimy w polu". :)

Kumple dzwonią z Jastrzębiej Góry z pytaniami, kiedy dojedziemy. 
> 
> W Slupsku wyladowalem okolo 19:10.
> Po osobowce ani sladu po trasie.
> 
W Jastrzębiej Górze wylądowaliśmy ok. 19.00. Z Redy taryfa za 40 zł. 
PKS kosztuje ok. 8..9 zł. 
Pierwotny plan zakładał 16.45. 

> Szkoda, ze nasza "kochana" kolej sie tak sypie,
> niedlugo trzeba bedzie byc masochista,
> zeby gdzies dojechac w ludzkiej porze.

No cóż, ze szczerym smutkiem w pełni podzielam ten pogląd. 

> Ja juz chyba za stary jestem na szkole
> przetrwania w pociagu.

Lepiej trenuj, nie wiadomo, czy ci się nie przyda. 

A droga powrotna w niedzielę upłynęła spokojnie i nawet punktualnie. 
Jedyna ciekawostka to w Potęgowie mijanka z kiblem (891? 981?) 
z ZPR Kraków (tak było napisane na wagonie). 

> Pozdrowienia, T. Ciemnoczułowski

Pozdrowienia

A teraz morał tej całej historii:

Autor: Ciemny 
Temat: Re: O tym jak zdrzadzilem PKP [dlugie] 
Grupy dyskusyjne: pl.misc.kolej
Data: 2004-12-09 18:26:03 EST 
 
I stało się.
Od nowego RJ "Pobrzeże" jedzie jako IRN* (InterRegion - przyp. red.),
czyli obowiązuje dopłata za rezerwację.
Tak więc cena jazdy PKP i PKSem
wyrównały się (a nawet przeważyły
na korzyść PKS). Szkoda, ze standard nie.

Następnym razem pojadę więc chyba busem do Słupska...
I tak oto krótka historyjka jak
przez pazernosc PKP traci pasażera.

PS.: Niezorientowanym w tematach kolejowych spieszę wyjaśnić:
Dotychczas oba pociągi (pospieszny Łódź-Gdynia i Gdynia-Słupsk)
obsługiwała de facto jedna spółka kolejowa – PKP Przewozy Regionalne.
Od nowego rozkładu pociąg od Gdyni jest już uruchamiany przez PKP InterCity,
co dla pasażera niesie dwie niekorzystne zmiany (bo standard pociągu i szybkość
jazdy pozostanie taka sama):
1. Dotychczas na cała trasę nabywałem jeden bilet. Ponieważ spółki PKP-PR i PKP-IC
nie były w stanie dotychczas porozumieć sie między sobą w kwestii rozliczeń za
bilety, pasażerowie są zmuszeni kupować bilety oddzielnie na pociągi PR i IC.
Jest w tym trochę logiki, ale dziwią dwa fakty – obie firmy korzystają ze wspólnego
informatycznego systemu kasowego, i są w jednej grupie kapitałowej PKP S.A..
Zakup oddzielnych biletów jest ze szkodą dla pasażera, gdyż na jednym bilecie
obowiązywała taryfa za przejechanie 521 km, a w tej chwili płaciłbym za trasę
Łódź-Gdynia i liczoną od nowa Gdynia-Słupsk. Nie wdając się w szczegóły taryfowe,
"cały" bilet jest dużo tańszy od dwóch dzielonych.

2. Na pociąg pospieszny PKP-IC należy dokupić miejscówkę w cenie 3 PLN.
Pytam się: za co? Teoretycznie za to ze PKP-IC prowadzi pociągi kwalifikowane,
czyli takie, gdzie dopłaca się za możliwość zajęcia miejsca w wagonie (kiedyś
nazywało się to mądrze rezerwacją miejsca). W praktyce pasażer nie zyskuje nic…