Kolumb XXI wieku…

Długo się zastanawiałem czy pisać coś na ten temat. Wszak temat trudny - po pierwsze ze względu na to, że każdy pojmuje Świat własnym systemem wartości, po drugie nie jest łatwo jest przelać na postać elektroniczną odczucia i sferę duchową człowieka...

Nałkowska, Tuwim, Broniewski, Baczyński, Borowski.
Możnaby jeszcze kilka równie znanych nazwisk tu dodać.
Ludzie urodzeni w roku 1920, czyli tzw. Pokolenie Kolumbów. Twórcy, odkrywcy - znani i znakomici ludzie mający olbrzymi wpływ na sferę kulturalną naszego kraju. Nie obrażając nikogo - nawet te wszystkie nazwiska razem wzięte, nie dorównają jednemu człowiekowi - Karolowi Wojtyle, bardziej znanemu jako Papież Jan Paweł II.

Człowiek, który w czasie swojego pontyfikatu całkowicie odmienił Kościół, był ponad wyznaniami, ponad polityką. Godził zwaśnione narody jedyną jego bronią - słowem. Pielgrzymował do ludzi, odwiedzał bliskie i najdalsze zakątki Świata, w końcu - wyciągnął rękę do swojego niedoszłego zabójcy.

Dopiero po Jego śmierci wielu ludzi (w tym ja) zrozumiało ile tak naprawdę dla nich znaczył. Sam nie uważam się za zbyt religijnego - mimo, iż wierzę w Boga, nie praktykuję wiary tak jak np. ludzie w podeszłym wieku. Jednak odejście Jana Pawła II uprzytomniło mi, że straciłem w życiu kogoś tak bliskiego, choć był tak daleko. Pustka jaką się czuje w sytuacji braku Ojca Świętego jest czymś przerażającym. Prawdopodobnie moje dzieci nigdy tego nie doświadczą, gdyż nie prędko zostanie wybrany kolejny Papież - Polak, a nawet jeśli - czy ktoś jest w stanie zastąpić Jana Pawła II, bądź być od niego lepszym? Osobiście wątpię - podobnie jak wiele innych osób. Straciliśmy kogoś, kto był dla nas duchowym ojcem, przewodnikiem, podporą i oparciem. Z jednej strony można powiedzieć, że nadal JEST, a nie BYŁ, lecz fizycznie na tym Świecie swoja wędrówkę z nami już zakończył. Stanął na rozdrożu i powiedział: dalej idźcie sami, już umiecie, "nie lękajcie się"...

Długo by wymieniać ile wniósł Jan Paweł II w życie Polaków. Za każdym razem był witany z otwartymi rękami w Ojczyźnie, nikt nie wierzył w to, że może się w niej już nie pojawić. Papież do swojego odejścia przygotowywał nas przez długi czas. Wiadomo było, że był chory od dłuższego czasu na chorobę Parkinsona, która powoli go niszczyła. Do tego doszła seria innych schorzeń, o których dowiedzieliśmy się po jego odejściu. Ostatnio częściej trafiał do kliniki Gemelli, miał robioną tracheotomię, itd... Pierwszy kwietnia nigdy nie nigdy do tej pory był tak ponurym dniem, za sprawą zawału serca, i ogólnego pogorszenia stanu zdrowia, który trwał od Świąt Wielkiej Nocy. O tym, iż nie ma go z nami dowiedzieliśmy się wieczorem 2. kwietnia przed godz. 22. W życiu wielu Polaków, nawet tych mniej pobożnych był to ciężki tydzień. Po pierwsze odszedł jeden z największych autorytetów naszych czasów. Po drugie, człowiek całym swoim życiem ukazujący jak należy postępować, skromny, nie poddający się przeciwnościom losu, wciąż zaskakujący wszystkich. Można by tak długo.

Jak rzadko kiedy Polacy stanęli na wysokości zadania i przez nikogo nie proszeni spontanicznie wyrażali swój żal po odejsciu Karola Wojtyły. Kościoły jak nigdy dotąd zapełniły się wiernymi, pod każdym miejscem kultu religijnego palono znicze, wystawiano w oknach zdjęcia, palono lampki, świece, wywieszano falgi przewiązane kirem, o żałobie narodowej nie wspominając. To piękne, że jak nigdy dotąd Polacy byli tak solidarni - białe marsze, wspólne msze, spotkania, "zawieszenia broni między kibicami", w końcu oglądanie w wielu miejscach kraju na olbrzymich ekranach relacji z pogrzebu Papieża w Rzymie. Niestety, byli też tacy, którzy nie do końca rozumieją, że w tego typu momentach liczy się zaduma, chwile spokoju i modlitwy. Pomijając złodziei wykorzystujących okazję do łatwego wzbogacenia się, jak zwykle pojawiły się "okazje" do nabycia różnego rodzaju dewocjonaliów z podobizną Jana Pawła II (a trzeba przyznać, że wszelkie wydawnictwa ksiązkowe i muzyczne na temat Papieża zostały szybko wykupione z księgarń i innych sklepów). Spokoju nie było też w Internecie - łańcuszki z różnej maści "dobrymi radami" - aby o 21:37 (godzina śmierci Ojca Świętego) zapalać świece w oknach, umieszczać [*] w opisach na komunikatorach internetowych, w końcu gasić światło w domach na znak solidarności i żałoby. Ja rozumiem, że niektórzy mają takie potrzeby, aby solidaryzować się z innymi, ale istnieją pewne granice obyczajowe. Każdy ma prawo do przeżywania żałoby na swój sposób - nie należy mu w tym przeszkadzać, a tym bardziej wchodzić z butami w jego życie i mówić mu co ma zrobić. Po prostu jest to brak szacunku dla drugiego człowieka. Polecam niniejszy post jako lekturę uzupełniającą.

Czas pokaże czy ta lekcja, jaką przyniosło nam życie wniesie na stałe pewnie zmiany w ludziach. Obietnic jest dużo, ale czy to nie jedynie słomiany zapał? Wielu ludzi ładnie mówiło o naukach Papieża, jego mądrościach życiowych, pielgrzymowaniu, cierpieniu i skromności. Myslę, że to co możemy zmienić w nas samych na lepsze to między innymi dążenie do którychś z tych wartości.

Tymczasem... życie toczy się dalej.
Jan Paweł II jest nadal obecny wśród nas... tylko w trochę innym już wymiarze.

Kiedy pisałem końcówkę tego tekstu, miałem obok otwarty podgląd przez Telewizję Watykańską na plac św. Piotra. Co prawda widać było jedynie jego zamkniętą (i opustoszałą) już część, słychać padający nieustannie deszcz (choć podczas pogrzebu było słonecznie), ale coś jeszcze. Przed 22:00 czasu polskiego dały się słyszeć pieśni religijne śpiewane przez zgromadzonych tam polaków - "Abba Ojcze" czy "Barka". Na koniec pojawiły się gromkie oklaski i okrzyki "dziękujemy!, dziękujemy!, dobranoc!, dobranoc!". Tak daleko, a jednak dzięki temu czułem się jakbym tam był z nimi...