MD, czyli zmierzch początku ery cyfrowej

Mini Disc. Nie wiecie co to jest?
Już spieszę z wyjaśnieniami. Kiedy Philips opracował standard cyfrowej płyty kompaktowej (a ktoś pamięta jeszcze, że były też analogowe? – takie czarne z winylu), Sony opracowało standard MiniDisc oficjalnie zaprezentowany w roku 1991, kiedy to stacjonarne nagrywarki CD Audio (bo tylko takie wtedy były – napędy CD-ROM wtedy jeszcze nie istniały) były luksusowym rarytasem zastrzeżonym dla wybranych i majętnych ludzi.

MD było konkurencyjne w stosunku do CD – na krążku magnetooptycznym zamkniętym w plastikowym pudełeczku wielkości 1/4 pudełka slim od płyty CD można było zapisać 74 minuty dźwięku, czyli tyle ile na płycie CD Audio. Z początku dyskietki MD były nośnikami jednorazowego zapisu, szybko pojawiły się jednak takie, które można było zapisywać wielokrotnie (co ciekawe płyty CD-RW jeszcze wtedy nie istniały w masowej sprzedaży). MD z racji bycia sprzętem wysokiej jakości (cyfrowym w czasach królestwa analogu) i zaporowych cen było wykorzystywane głównie przez profesjonalistów z branży radiowej jako nośnik do archiwizacji utworów (obok taśm DAT – Digital Audio tape). MD Playery i MD Recordery posiadały obowiązkowo zestaw optycznych i sygnałowych (tzw. coaxial) wejść/wyjść cyfrowych co ułatwiało synchronizację i przegrywanie muzyki (o przechowywaniu danych w czasach windows 3.1 nikt nie myślał). Cyfrowe było też utrapieniem dla techników radiowych – próby przegrania dźwięku bez odpowiednich ustawień w MD recorderze kończyły się czasem komunikatem o prawach autorskich do nagrania i trzeba było przegrywać po wejściu analogowym. Przenośne MD Walkmany stały się hitem dla reporterów – pozwalały na przycięcie i obróbkę materiału z poziomu panelu na niewielkim urządzeniu wielkości kasety MC zasilanym dwiema bateriami R6 (popularnie zwanymi „paluszkami”).

Po więcej informacji na temat MD odsyłam do WikiPedii

Z czasem jednak MD stało się tańsze i dostępne (powiedzmy) dla przeciętnych ludzi, choć za cenę MD można było kupić jeden lub dwa CD-Playery (takie co to były składnikami wież audio). Młodsi Internauci zapewne nie znają czasów, gdy wieża audio to było kilka komponentów – wzmacniacz, tuner (radio, czasem w komplecie ze wzmacniaczem, wtedy nazywało się to amplitunerem), obowiązkowo magnetofon kasetowy (tzw. deck na kasety MC), i gramofon. Później z czasem gramofon był wyparty odtwarzaczem CD. W każdym razie wieża składała się z oddzielnych komponentów, każdy nieraz był warty jedną przeciętną pensję.

Kiedy zarobiłem swoje pierwsze normalne pieniądze (zapewne było to w czasie studiów – około roku 2001), postanowiłem je przeznaczyć na tak zbożny cel jakim było kupienie sobie przenośnego MD recordera. Cel był jeden – od czasów podstawówki robiłem dużo nagrań (głownie kolejowych), były też jakieś szkolne radia, etc… etc… Na początku robiłem to na domowym radiomagnetofonie jedynie słusznej w PRL marki „Kasprzak”, który zaopatrzony w niezawodne źródło zasilania (komplet sześciu baterii R20 – to te bardzo grube „paluszki”) był noszony w torbie na ramieniu. Potem dostałem w technikum swój pierwszy dyktafon na kasety, który mieścił się w kieszeni i pozwalał a dużo większą swobodę nagrywania, co powodowało przerażenie – głównie u polonistki i w efekcie wylądowałem za noszenie dyktafonu w plecaku na dywaniku u dyrektora, choć nigdy na polskim nie nagrywałem.

Moim pierwszym i jak dotąd jedynym MD jest MZ-R37, jeden z podstawowych przenośnych MD recorderów, mających wejście na mikrofon, liniowe i cyfrowe optyczne co w przenośnym urządzeniu jest niespotykane. Jako ciekawostkę podam, iż poza testami nie miałem okazji wykorzystywać tego wejścia w codziennej pracy. Był to jeden z MD, z tzw. pierwszej ery przenośnych MD, czyli wtedy gdy wykorzystywali je głównie profesjonaliści (radio), a nie masowi użytkownicy. Druga era to urządzenia typu NetMD z wbudowanym radiem i tzw. Pc-link do połączenia z komputerem. Można śmiało określić, że byli to protoplaści dzisiejszych I-Podów i mp3-playerów po urządzeniach typu CD-Walkman,
choć ku zawiedzeniu użytkowników nie można było na NetMD wgrywać mp3, ani też ściągać nagranych dźwięków w jakimś standardowym formacie, np. wave PCM. 

Trzecia era to urządzenia HiMD, mogące zapisać na zwykłych dyskietkach MD ponad 200MB danych (zawsze sądziłem przez analogię do CD, że jak dyskietka mieści 74 minuty audio, to tu można zapisać 650 MB danych, a tu klops), lub korzystając z dyskietek HiMD do 1 GB danych. Sony niestety spóźniło się z tym standardem – do tej pory nie potrafię zrozumieć dlaczego, gdyż możliwości techniczne mieli już od drugiej ery MD. Kupując MZ-R37 słyszałem, że w USA są już na rynku modele potrafiące zapisywać pliki, ale nie wiadomo jak to będzie. Technologia HiMD pojawiła się w polskich sklepach w momencie gdy popularne zaczęły być mp3-playery i urządzenia typu I-Pod, ale o tym w dalszej części tekstu.

Wracając do mojego pierwszego MD…
Model, który nabyłem był i tak po przecenie, gdyż za jakiś czas miały wejśc NetMD i sklep, w którym go
kupowałem postanowił go w końcu sprzedać po cenie fabrycznej. Na nic więcej po prostu nie było mnie stać – bardziej zaawansowany MD kosztował od 1800 PLN wzwyż, czyli jedną przeciętną pensję brutto. Pamiętam jak wprawiłem sprzedawcę w osłupienie, gdy na pytanie „w czym moge pomóc?” wyjąłem z kurtki dyskietkę MD i odpowiedziałem, że chciałbym dokupić pozostałą część do tego. Z początku myślał, że chodzi mi „tylko” o paczkę dyskietek MD…

Przez ten czas do dnia dzisiejszego MD wiele ze mną przeszedł. Upadł nie raz, wytrzymał ścisk w plecaku podczas wyjazdów na LHS, był nieraz odkurzany, pieszczony i głaskany. Czas odcisnął na nim swoje piętno. Mimo iż technicznie jest nadal sprawny (wysiadł tylko jeden kanał na line-out – typowa przypadłość tamtejszych MD to tego typu problemy – spowodowane najczęściej niezbyt wytrzymałymi materiałami z których robiono gniazdka mini-jack). Ponieważ czasy się zmieniły i Sony spełniło moje odwieczne życzenie związane z tą technologią (możliwość zapisu danych na dyskietkach MD i importu dźwięków z/na MD przy pomocy jakichś ludzkich rozwiązań), postanowiłem zakupić kolejny MD recorder. Jak się szybko okazało nie jest to tak prostą sprawą.

Decyzja o zakupie przyszła oczywiście w momencie gdy pojawiły się odpowiednie rezerwy finansowe na ten zakup. Za kilka lat rynek RTV prawdopodobnie znów ulegnie zmianom, dlatego postaram się naświetlić obecne (2007) realia: Na rynku jest wiele przenośnych odtwarzaczy mp3, poczynając od prostych modeli za 100 zł (mniej znanych firm), na wymyślnych i rozbudowanych grajkach znanych firm za sumy 300-800 zł. Najdroższe są oczywiście I-Pody Apple, ale jest to sprzęt, który ani mnie nie pociąga, ani nie spełnia moich oczekiwań. To czego potrzebuję to funkcja rejestracji dźwięku z wejść line-in, mikrofonowego i opcjonalnie cyfrowego optycznego. Warunkiem koniecznym jest dostęp do danych w urządzeniu po USB lub Firewire i możliwość zgrania plików w jednym ze znanych formatów (lub możliwość bezstratnej konwersji na taki format). Urządzenie powinno też mieć rozszerzalną pamięć za pomocą kart pamięci (w przypadku MD – dyskietek). Opcje dodatkowe, czyli wodotryski to wyjście line-out i programowanie listy utworów.

W pierwszej chwili wydaje się, że warto poszukać zaawansowanego dyktafonu cyfrowego spełniającego te funkcje. I tu niespodzianka – Sony liczy sobie za takie wynalazki od 1600 zł. Są oczywiście tańsze modele, ale mają stałą, wbudowaną pamięć i nic ponadto nie nagram bez zrzucenia materiału. Opcja zakupu mp3-playera z możliwością nagrywania odpada – zazwyczaj te urządzenia nie mają line/mic-in, pozatym kompresja mp3 wyklucza z natury zarejestrowanie dźwięku o wysokiej jakości. Pozstaje MD.

W ofertach wielu sklepów dostępne są HiMD, rzadziej modele NetMD które odpadają ze względu na ich niekompatybilność (z tego co widzę nie czytają dyskietek HiMD 1 GB). Po przejrzeniu wielu stron, dokonaniu porównań, oszcowaniu kosztów, wielu nieprzespanych godzinach dokonałem wyboru: MZ-RH910 (cena około 800 PLN). Ze stanów podanych na stronach internetowych, MD ten miał być dostępny regionalnego przedstawiciela Sony, w firmie S-P. Udałe się więc do sklepu, szumnie określanego jako „Centrum Sony”, gdzie kompetentni panowie sprowadzili mnie na ziemię, że tego modelu już nie mają, w ogóle to dawno go nie było, i na sklepie mają tylko model MZ-RH1, który mi pokazano. Jak się można łatwo domyślić jest to model z górnej półki, droższy od poszukiwanego przeze mnie o około 300 zł. Niezbyt przypadł mi do gustu wzorniczo, choć miał kilka niezaprzeczalnych zalet w stosunku do MH910. Jedną z nich był wyświetlacz OLED (Organic LED), pozwalający na obsługiwanie sprzętu w kompletnych ciemnościach. Przy modelach z wyświetlaczami LCD nie było to możliwe, nieraz nagrywałem przy świetle latarki czy (w ostateczności) wyświetlacza telefonu komórkowego. Wystarczył by prosty patent – podświetlenie wyświetlacza LCD, na który Sony nie wpadło. Panowie z Centrum Sony uświadomili mnie, że technologia MD obecnie dogorywa w porówaniu z urządzeniami zapisującymi na kartach pamięci i niestety MD recordery nie są już do nabycia nawet na zamówienie. Może bym się nawet skusił na iC recorder (czyli coś co zapisuje do pamięci), ale trzeba by wydać na niego prawie 2x więcej, o kosztach kart pamięci nie wspominając (1GB Memory Stick kosztuje w granicach 170 zł, podczas gdy dyskietka HiMD 20-30 zł).

Pozostało szukać gdzie indziej – kolejne dwa dni przeszukiwałem internetowe sklepy RTV w poszukiwaniu upragnionego modelu, lub jego młodszego brata – MZ-RH10. I tu oczywiście przekonałem się o jednym – to co sklep oferuje w Internecie opiera się na zasadzie ograniczonego zaufania. Polega to najkrócej mówiąc – jeśli towar jest w ofercie sklepu, nie znaczy to, że jest na jego stanie. Dana firma może go sprowadzić od dystrybutora w ciągu 2ch dni i sprzedać klientowi. W każdym przypadku spotykałem się z informacją, że poszukiwanego MD z oferty już nie ma, i dalej dominowały dwa typy informacji: „nie ma i nie przewidujemy żeby było”, „nie ma, ale może coś będzie w następnej dostawie za dwa tygodnie”. Często się okazywało, że dzwoniąc do dwóch różnych handlowców z tej samej firmy słyszałem skrajnie różne odpowiedzi. Bywało też tak, że handlowiec jednego sklepu internetowego był przedstawicielem dwóch następnych i tu już ze względu na ryzyko pozostawała jedynie forma osobistego odbioru towaru (na przesyłkę pocztą bym się nie decydował). Co ciekawe, żaden ze sprzedawców nie proponował zakupu innego modelu.  Wniosek był jeden – MD praktycznie jest standardem wycofywanym z rynku i ciężko będzie kupić upragniony sprzęt, choć oficjalnie w necie jest pełno pseudo sklepów, które go „oferują”. Kolejnym ruchem było przeczesanie serwisów aukcyjnych, co dawało przynajmniej cień szansy na zakup modelu nowego, lub przynajmniej mało używanego. Szybkie przejrzenie bieżących i zakończonych aukcji dało obraz przerażający – o ile można od ręki nabyć używany NetMD, to z HiMD jest ciężko, zarówno nowym jak i używanym.

Będąc bardzo zdeterminowanym chęcią zakupu sprzętu będącego przedstawicielem technologii old-school, skorzystałem z propozycji znajomej (dzięki Madziu!), iż sprawdzi dostępność poszukiwanego przezemnie MD recordera lokalnym Sony Center w Anglii. Po paru dniach niestety otrzymałem odpowiedź identyczną jak od sprzedawców w Polsce (4 miesiące temu towar był jeszcze dostępny w .uk od ręki). Zdecydowałem się pójść za ciosem i zapytać również znajomego w USA – efekt poszukiwań był identyczny, z tą różnicą, że da się nabyć taki towar mało używany od ręki po cenie porównywalnej z nowym egzemplarzem w Polsce. Pozostało mi więc nabyć znienawidzony wzorniczo „wypasiony” egzemplarz MZ-RH1.

Uważny czytelnik zapewne wie z lektury niniejszego felietonu, iż egzemplarz ten jest od ręki na stanie Centrum Sony w Łodzi należącego do firmy S-P. Ponieważ jednak jego cena była blisko 50 pln większa od tego co oferowały renomowane sklepy internetowe, doszedłem do wniosku, iż sensowniej będzie kupić taki model przez internet, niż targować się i po tej samej cenie (lub niewiele taniej) kupować model z wystawy w nieznanym stanie. Jeszcze tego samego dnia zamówiłem MD w firmie Jonczak z Gdańska, która wyglądała na wiarygodną i sprawdzoną pod względem zakupów MD – wiele komentarzy osób, które kupowały dotyczyły właśnie tego, że poszukiwany sprzęt był do nabycia od ręki.

W tym miejscu wypada tylko potwierdzić fakty – MD był u mnie w niecałe 3 doby od momentu zamówienia, ale zaczęły się dalsze schody. Postanowiłem nabyć nośniki 1 GB, które są sztandarowymi nośnikami technologii HiMD (standardowy nośnik MD mieści niecałe 300 MB danych). Okazało się to wyzwaniem identycznym jak zakup minidysku, przy którym poległy znane markety ze sprzętem RTV (m.in. Media Markt), jednak co ciekawe od ręki można było nabyć standardowe nośniki MD. Oczywiście zadziałały prawa Murphy’ego – gdy nosiłem się z zamiarem zakupu MD, na allegro można było nabyć nosniki 1 GB od ręki (cena około 30 zł), natomiast gdy kupiłem MD, to zniknęły. Podobnie było z samymi MD recorderami (używanymi) – gdy chciałem kupić, to nikt nie wystawiał, a gdy kupiłem to się wysypały oferty. Co ciekawe dało się zauważyć pośredników – jeden z uzytkowników z Cieszyna wystawił na licytację MZ-RH910 w cenie 249 zł, po dniu aukcja została zakończona (panowie prawdopodobnie dogadali się poza allegro), a już po czterech dniach kupujący wystawił ten sam odtwarzacz na swojej aukcji za 649 zł. Niezły biznes, co?

Co ciekawe, kupujący wystawił zestaw na raty – tzn. MD oddzielnie, pokrowiec i płytkę MD załączoną do zestawu też na oddzielnych aukcjach. Ciekaw jestem kiedy posypią sie komentarze za brak tych elementów w zestawie, chyba że nowy nabywca zalicytuje we wszystkich trzech aukcjach i kupi cały zestaw. Zapłaci wtedy szacunkowo trochę więcej jak za nowy odtwarzacz w sklepie (w prakyce RH910 jest nie do nabycia), co jak na tzw. używkę jest śmieszne (co prawda sprzęt był używany przez pierwszego właściciela sporadycznie i nie wygląda na mocno używany). Aktualny sprzedawca trochę podkoloryzował aukcję, pisząc, iż RH910 posiada wyświetlacz organiczny, co nie jest prawdą (ma LCD, niewidoczny w nocy), więc drobna rada dla kupujących na aukcjach – nie wierzcie do końca opisom technicznym wstawanym przez wystawiających. 

Wracając do tematu zakupu nośników 1 GB.
Ponieważ prawdziwą moc recordera HiMD (jesli chodzi o długości zapisu) można wycisnąć dopiero przy dyskietkach 1GB, ni mniej ni więcej postanowiłem zakupić parę sztuk takowych. I tu pojwaiły się kolejne schody. Media Markt i inne sklepy oferujące spory wybór nośników poległy w tej konkurencji. Co ciekawe, z nabyciem nośników 74 i 80 min. nie było problemu (co sugeruje, że jeszcze przez parę lat bedą dostępne). Warto przy okazji dodać, że koszt 1 GB nie jest wygórowany jak na Sony w porównaniu z innymi nośnikami pamięci – przy kartach SD/MMC/Memory Stick 1 GB kosztujących powyżej 100 PLN wydaje się to bardzo korzystny cenowo nośnik do przechowywania danych. Oczywiście nie jest tak szybki jak karty flash, ale jako przenośny magazynek danych się przydaje.

Następnym krokiem w kolejności było przeczesanie sklepów internetowych i Allegro – znalazłem raptem jeden sklep w Rzeszowie. Na allegro była ostatnio jedna aukcja człowieka, który te MD wystawiał stale (cena: 27 zł), napisałem do niego czy będzie jeszcze wystawiał a jeśli tak to kiedy. Po paru godzinach przyszła odpowiedź, że wystawi nazajutrz. Z niecierpliwością czekałem na ten fakt kilka dni, aż się nie doczekałem. Wniosek jest taki, że niektórym sprzedawcom na Allegro chyba nie zależy na w miarę pewnych klientach chcących kupić „mało chodliwy” towar. Byłem już gotów kupować nosniki MD przez znajomego w Rzeszowie, gdy na Allegro wystawił je ktoś inny. I tym razem nie obyło się bez zgrzytów, ale zacznijmy od początku.
1. Jest poniedziałek wieczorem, sprawdzam wystawiającego i kupuję 5 szt. nośników (cena na aukcji: 26 zł). Sprzedający liczy sobie 7 zł za przesyłkę (wyłącznie priorytet), plus 3 zł za ubezpieczenie paczki.
2. Następnego dnia w południe robię przelew elektroniczny. Ponieważ sprzedający ma konto w tym samym banku, tak więc pieniądze są u niego natychmiast. W tytule przelewu i w mailu potwierdzającym do sprzedającego podaję wyraźną informację, że proszę o wysłanie przesyłki na inny adres. Sprzedający przysyła odpowiedź, że się zgadza. Tego samego dnia inna osoba na aukcji również kupuje nośniki.
3. Czwartek. Mijają dwie doby od wpłaty, nawet jeśli sprzedający wysłał paczkę następnego dnia po wpłacie to powinna być dziś, a listonosz nic nie przyniósł na adres, pod którym oczekiwałem przesyłki. Postanawiam poczekać, nieraz się zdarzało, iż poczta nie spieszyła się z doręczeniem przesyłki priorytetowej. Drugi kupujący w tym czasie wystawił komentarz sprzedającemu, że towar dotarł.
4. Piątek. Będąc przejazdem zaglądam do Media Markt w Warszawie. Mają w sprzedaży nośniki, które mam dostać – cena: 30 zł (bez grosza).
5. Sobota. Do domu puka listonosz z priorytetową paczką. No fajnie, że przyszła, szkoda że nie na ten adres, na który miała byc wysłana. Data nadania: czwartek. Jak widać priorytetowo zadziałała wyłącznie poczta, sprzedający w moim przypadku już nie (przynajmniej mógł poinformować, że wyśle przesyłkę ale dopiero w dwa dni po wpłacie).

Pytanie: Zasługuje na komentarz pozytywny czy neutralny? Za towar wychodzi pozytyw, za przesyłkę nie pod ten adres i z opóźnieniem należy się neutral. Dobrze, że nie był to zakup krytyczny czasowo, byłby negatyw.
I to tyle na temat moich przygód z nośnikami, pora na małe podsumowanie zakupu…

Trochę spostrzeżeń na temat RH1:
1. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to że jest mały. Można powiedzieć, ze jest grubości 2,5 dyskietki MD. I z tym wiąże się pierwsza wada – w starszych modelach Sony, MD zasilane są z baterii typu R6, umieszczonych w obudowie, lub też
w dodatkowym pojemniczku podłączanym do obudowy. Tutaj zasilanie brane jest z płaskiej niestanadardowej baterii 3.6 V, typu Li-Ion. MD może być też zasilany z zewnętrznego źródła 5V, poprzez gniazdo USB (nie ma osobnego wejścia zasilania). Być może jest to przyszłościowy i jak najbardziej pożądany przez użytkowników trend, aby wszystkie urządzenia zasilać z gniazda USB. Zasilanie z niestandardowej baterii niesie z sobą jedno poważne ryzyko – brak możliwości zastosowania alternatywnego źródła zasilania przy braku zasilania 230V, np. podczas nagrań w terenie. Gdy w starszym recorderze wyczerpywały się baterie lub akumulatorki, po prostu szedłem do kiosku i kupowałem typowe R6 (tzw. paluszki), tutaj tej możliwości nie ma. W przypadku padnięcia baterii za kilka lat prawdopodobnie ciężko będzie też kupić zamiennik. Myślę, że producenci przenośnego sprzętu celowo wprowadzili taki modus operandi, aby klienci zdecydowali się na zakup czegoś nowego. Jest w tym pewna logika, choć jak dla mnie z punktu widzeni klienta niebyt mądra.

2. Brak zabezpieczeń gniazd.
Teoretycznie w zestawie jest woreczek (ciężko to nazwać etui), który służy do przechowywania MD. Coś co mnie zawsze wkurzało w MD przy nagraniach w terenie, to że łatwo ulegał zakurzeniu (w sumie jak każdy sprzęt elektroniczny), i że w najwyższym w klasie modelu MD recorderów, Sony nie dało zaślepek na otwory (w innych modelach widziałem gumowe zaślepki na USB czy inne gniazda). Polecam zastępczo gumowe kołki ochronne od złączek FiberOptical, na gniazda audio sprawdzają się znakomicie. Pokrętło Jog-Dial również wykonane w formie podatnej na zakurzenie wnętrza obudowy, narażone na zaczepienie o coś i wyłamanie.

3. Zaprojektowanie recordera jako walkman.
Ilekroć go obsługuję do ręki mam niedoparte wrażenie, że do funkcjonalności MD Walkmana ktoś dodał nagrywanie
jako extra bonus, a przecież powinna być to podstawowa funkcjonalność tego urządzenia. Co prawda sama dźwigienka Rec jest dużo lepiej zaprojektowana niż w modelach RH10/910 (tam jest to mały przycisk), lecz większość funkcjonalności urządzenia (w zasadzie wszystko poza nagrywaniem i setupem MD) umieszczono w pilocie. Dla przykładu, nazwa wyświetlanego tracku jest wyświetlana tylko w pilocie (mimo sporego wyświetlacza OLED w samym MD – być może pobiera on za dużo prądu), nadawanie nazw i przypisywanie do grup można również zrobić tylko z pilota.

Zatem jeśli pilot ulegnie uszkodzeniu, funkcjonalność urządzenia ulegnie znacznemu obniżeniu. Drugi fakt przemawiawiający za tym, iż jest to typowo Walkman już opisałem – wysoka filigranowość recordera (przy jednocześnie bardzo zwartej obudowie) i podatność na zakurzenie elektroniki. Praktycznie wyglada to na odtwarzacz, który mozna postawić sobie na biurku tak żeby ładnie wyglądał – z pracą typowo reporterską może być juz problem po kilku latach użytkowania.

4. Zunifikowane gniazdo headphone/line-out.
W starszym odtwarzaczu mam dwa odzielne gniazda, tutaj zastosowano jedno – w menu ustawia się jaką rolę ma pełnić to wyjście. Myślę, że jest to znak czasów, ale nikt raczej znów nie pomyślał o nagrywjących – przydaje się odsłuch i drugie gniazdo Line-Out do wysyłania dźwięku do innego komponentu audio. Sytuacja wykorzystywana rzadko, ale jednak.

5. W wersji europejskiej brak etui case-logic i 1GB MD w zestawie.
No właśnie, dlaczego za tę samą cenę co w USA klient dostaje mniej?

Na plus można powiedzieć, że w wersji na USA nie ma dołączonego przewodu zasilającego na 220V
(w wersji EU jest z wtyczką na 110 i 230 V).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.