Dziesięć grzechów głównych łódzkich (polskich?) kierowców

Choć prawo jazdy mam od kilku lat, dopiero od jakiegoś czasu jeżdżę po
naszych drogach jako kierowca (wcześniej głównie jako pasażer). To co
obserwuję skłoniło mnie do napisania kilku gorzkich słów o naszych
kierowcach i ich zachowaniach na drogach. Teraz nie dziwię się, że na
drogach jest tyle wypadków – wielu z nich możnaby uniknąć gdyby nie kilka
paskudnych przyzwyczajeń. Oto lista moim zdaniem najgorszych z
nich.

  1. Nagminne przekraczanie prędkości.
    Tradycją stała się jazda z prędkością o 10 czy 20 km/h większą
    niż nakazuje PoRD (Prawo o Ruchu Drogowym) czy znaki.
    Prawdą jest, że stan wielu dróg w naszym kraju woła o pomstę
    do nieba i ograniczenia prędkości wprowadzane nieraz są bzdurne.
    Z drugiej strony żyjemy szybciej, wielu z nas chce jak najkrócej
    przebyć daną trasę czasem za wszelką cenę. Pod maskami samochodów
    mamy coraz więcej koni mechanicznych, coraz mniej czuje się
    siedząc w kabinie dużą prędkość, itp. Niestety wariatów jeżdżących
    z zawrotnymi prędkościami na drogach nie brakuje.
    Prym wiodą różnej maści kierowcy prywatnych busów,
    którzy przy okazji nie przestrzegają również wielu innych przepisów.

    Jako osoba starająca się jeździć przepisowo dosyć często czuję na
    plecach "oddech" tego typu kierowców. O tym, że powoduje to dodatkowy stres
    i mniej spokojną jazdę wspominać nie trzeba. Empiryczne testy
    wykazały, że nie ma sensu "grzać" przez całe miasto by
    zaoszczędzić minutę czy dwie.

  2. Jazda bez wyobraźni.

    Gdy pada ulewny deszcz czy śnieg można z dużym prawdopodbieństwem
    założyć, iż niedługo potem media pokażą zdjęcia z kilku wypadków.
    Zazwyczaj auta leżą w rowie. Wielu myśli, że mając w samochodzie
    ABS, ESP czy inne wynalazki są bezpieczni. Nic bardziej mylnego.
    Niektórzy producenci samochodów celowo podają w instrukcjach zapis,
    iż nie są to systemy zapobiegające wypadkom. W niezbyt sprzyjających
    warunkach drogowych zdejmijmy więc nogę z gazu,
    a dojedziemy cali i zdrowi do celu. Nie tylko my – inni również.

  3. Jazda na podwójnym gazie.

    Popularne imieniny czy święto w kalendarzu wróżą wielu
    kierowców jadących niepewnie na drodze. Nie wiem czy bierze
    się to z przekonania, że alkohol już "wywietrzał" z krwi
    czy też z tego, że być może tym razem nie będzie kontroli
    na drodze. Są akcje typu "Piłeś – nie jedź",
    ale jak widać nadal wiele jest do zrobienia w społeczeństwie
    aby nie było przyzwolenia na tego typu bezmyślność na drodze.

  4. Brak kultury i poszanowania dla innych uczestników ruchu na drodze.

    Standardem stało się, że kiedykolwiek nie wyjadę na ulicę
    w mieście to widzę kogoś zmieniającego pas bez
    uprzedniego włączenia kierunkowskazu lub robiącego to w ostatniej możliwej chwili.
    Zazwyczaj taki samochód zajeżdża też drogę jadącemu danym pasem. Notoryczne stało się
    też omijanie kolejki samochodów stojących przed skrzyżowaniem
    innym pasem nie przeznaczonym do jazdy danym kierunkiem
    ruchu (np. jazda na wprost z prawo/lewoskrętu). Prym wiedzie
    pod tym względem al. Piłsudskiego w Łodzi, która ma już przydomek
    "Aleja Straceńców" z tym związany.
    To co potocznie nazywamy "wpier… się" jest niczym innym
    jak wymuszeniem pierwszeństwa i stwarza realne zagrożenie na drodze.
    Ja wiem, że wszyscy się spieszą, ale nic nie usprawiedliwia tego
    typu zachowań, tym bardziej, że jest to przejaw braku poszanowania dla
    innych uczestników ruchu drogowego.

    Z innych grzechów wymienić można trąbienie na jadących przepisowo
    – czasem nawet na samochody nauki jazdy. Jak mawiał mój instruktor
    "oni chyba już zapomnieli, że też się kiedyś uczyli".
    Po prostu: "zapomniał wół jak cielęciem był".

    Co mnie jeszcze wkurza? To, że przeciętny Polak chyba nie myśli
    o innych. Dwa przykłady pierwsze z brzegu:
    – Parkowanie. Jak parkujesz, zastanawiasz się czy nie zablokowałeś
    innym drogi aby wyjechali? A ile razy dziwiłeś się, że ktoś Cię
    "zastawił"? Ano właśnie.
    – Odśnieżanie auta. W chwili gdy piszę ten tekst jest zima za oknem.
    Wielu kierowców, którzy nie mają auta pod wiatą czy w garażu zmuszonych
    jest przed wyjazdem je odśnieżyć. Z przerażeniem stwierdzam, że
    jest sporo leniwych – odśnieżą sobie przednią szybę i lusterka.
    Resztę załatwi wiatr po drodze. Ostatnio jechałem za dwoma takimi
    – jednemu w połowie trasy przypomniało się, że nie odśnieżył tylnej
    szyby. Co za problem… od czego jest wycieraczka. Oczywiście to co
    w tym momencie spadło z szyby wylądowało mi prawie na masce.
    Drugi zapomniał o dachu. Jeśli jest świeży śnieg (puch) to zazwyczaj
    bardzo ładnie się takiemu kurzy z dachu na szyby jadących z tyłu.
    Jeśli śnieg jest zbity, to gdy auto się rozgrzeje zjeżdża to w najmniej
    oczekiwanej chwili na drogę. Jeśli jedzie ktoś z tyłu, to skutki mogą
    być opłakane.
    O odśnieżaniu reflektorów nie wspomnę – bo po co kierowca z tyłu
    ma wiedzieć czy taki skręca czy hamuje… jak najedzie to jego wina,
    bo "nie zachował należytej ostrożności".

    I jeszcze jedno. Nabyłem radio CB. Przebycie kilkuset kilometrów
    pozwoliło przekonać się, iż anonimowość tego sposobu komunikacji
    wyzwala w niektórych niepohamowane żądze ulżenia sobie. Standardem
    stały się przekleństwa i wyzwiska, oraz różnego rodzaju wątpliwej
    jakości rozrywka polegająca na puszczaniu muzyki z radia w eter,
    czy też zakłócaniu pasma. Nie jest to jeszcze plaga, ale niewątpliwie
    nie brakuje tu ludzi, którzy nie dojrzeli do tego aby móc naciskać
    PTT na "gruszce" mikrofonu. Nie dziwię się, że kanał 9
    (ratunkowy) nie ma u nas racji bytu.

  5. Telefon dzwoni…

    …o zgrozo przy uchu. Jeżdżąc obserwuję wielu kierowców rozmawiających
    w kabinie przez komórki w konwencjonalny sposób podczas jazdy.
    To kiedy wylądują w rowie czy spowodują kolizję jest zapewne kwestią czasu.

  6. Zmęczenie

    Domena kierowców autobusów i ciężarówek.
    Wiem, że żeby zarobić czasem naginają prawo ryzykując bezpeczeństwo innych
    uczestników ruchu. Co ciekawe przypadek zaśnięcia za kierownicą chyba najczęściej
    kończy się zjechaniem na przeciwległy pas i zderzeniem z autem jadącym w przeciwną stronę
    (albo media o innych przypadkach po prostu nie trąbią). Nie wiem czy jeżdzenie z przekroczeniem
    godzin się kiedyś skończy – pozostaje wierzyć, że tak.

  7. Dynamiczna ekojazda, czyli hamulec lekiem na wszystko.

    Zanim wyjechałem na drogę trochę się naczytaem, że należy jeżdzić ekonomicznie
    (bo lepiej dla kieszeni i samochodu), oraz dynamicznie (że więcej samochodów może przejechać
    na jednym cyklu świateł, etc.). No fajnie, obie idee są całkiem słuszne, ale w praktyce
    jak to zwykle bywa ciężko je obie zastosować, bo np. nie moge ekonomicznie ruszyć spod świateł
    aby było to też dynamicznie i na odwrót. Rezultat jest taki, że są kierowcy jeżdżący tak i tak.
    Natomiast nic nie wkurza tak, jak nieuzasadnione użycie hamulca z byle powodu – dosyć często zdarza się,
    że jadącemu z przodu bez wyrażnego powodu zapalają się światła stopu. Może kierowcy po prostu traktują
    pedał hamulca jako oparcie dla nogi w czasie gdy przeciągają się w fotelu? Nie wiem.

  8. Kobiety/staruszkowie/okularnicy za kierownicą

    Ile razy wyprzedzałeś auto jadące przed Tobą niepewnie, często hamujące bez powodu, lub wykonujące
    inne dziwne manewry i patrząc na kierowcę na usta cisnęło Ci się jedno z trzech powyższych okresleń?
    Ile razy potwierdzało się to jako reguła, że lepiej za takim nie jechać?
    Absolutnie nie skreślam tu nikogo. Kobiety – wiadomo, jeżdżą jak same podkreślają "ostrożnie",
    lecz na ogół objawia się to "czajeniem się" na drodze i chaotycznym używaniem hamulca bez względu na powód.
    Osoby prowadzące auto w podeszłym wieku i/lub w okularach zazwyczaj ze względu na wiek mogą wykonywać niepewne ruchy na drodze.
    Dosyć często ci ostatni sygnalizują swoje manewry w ostatniej chwili. We wszystkich przypadkach powoduje to ostre użycie
    hamulca w prowadzonym przez Ciebie pojeździe. Najczęściej więc lepiej takiego kierowce wyprzedzić, lecz jeśli nie można
    tego zrobić, pozostaje się mieć na baczności.

  9. Chłop na zagrodzie, czyli wszyscy spier… ja tu rządzę!

    Ile razy jechałeś przez małą miejscowość lub wieś i z pola lub bocznej uliczki wyjechał ciągnik lub inny
    miejscowy pojazd nie sygnalizując swoich zamiarów na drodze? A ile razy taki skręcił nie włączając
    kierunkowskazów? A ile razy ich nie miał?
    To co się dzieje poza miastami przypomina czasem sceny
    z filmów grozy. Niektórzy jeżdżą kompletnie bez wyobraźni w myśl zasady
    "jestem u siebie, to niech inni uważają". Mając do dyspozycji pojazdy dużego kalibru
    jakimi są niewątpliwie ciągniki czy kombajny stanowią bezkonkurencyjne zagrożenie na drodze,
    ale przepisy obowiązują wszystkich bez wyjątku. Kiedyś byłem świadkiem jak jeden z rolników,
    który mocno się ciskał podczas wypadku (że niby to jego prywatna droga była, więc mógł rozjechać
    wszystko co obok niej się znajdowało) na pytanie o aktualne OC i czy "policja ma wyjaśnić sprawę"
    szybko zmienił front. Tak więc jadąc poza miastem o ile nie jest to autostrada i droga ekspresowa – uważajmy
    na pojazdy rolnicze na i przy drodze.

  10. To miejsce czeka na dziesiąty grzech…

Przedstawione tu "grzechy główne" to skromny wybór wniosków z moich (i nie tylko) obserwacji.
Oczywiście, aby była jasność – nie są to reguły. Nie każda kobieta jeździ "ostrożnie",
a nie każdy rolnik nie włącza migaczy.

Jako małe podsumowanie dla odprężenia polecam ten filmik:

Share