Moje przygody z FPV, czyli jak nauczyłem się latać cz. 5

<< Część 4

Styczeń 2014 r.

Mija już kilka lat, od kiedy na łamach tej strony dzielę się z Wami swoimi doświadczeniami z zakresu posiadania modeli latających. Mógłbym rzec, że przez te lata stałem się doświadczonym modelarzem, ale to bzdury. Napewno wiem więcej niż na samym początku, technika też poszła sporo do przodu i nie trzeba się gimnastykować np. w kwestii stabilizacji modelu tak jak dawniej. Jak widać po częstotliwości wpisów, obecnie mam bardzo mało czasu zarówno na to hobby, jak i na każde inne. Mimo to, czasem staram coś "podłubać" przy modelu i prace idą powoli do przodu.

We wrześniu przebudowałem model - doszedł datalink, czyli rozwiązanie umożliwiające programowanie lotu i śledzenie modelu na mapie w komputerze w czasie rzeczywistym. Zbiegło się to w czasie z uwolnieniem przez DJI licencji na użycie tego rozwiązania przez każdego posiadacza Wookonga. Poprzednio trzeba było kupić datalink i otrzymywało się licencję na 1 waypoint. 5 czy 50 waypointów trzeba było już osobno dokupić, co jest nieopłacalne. Obecnie potrzebny był jedynie sprzęt do nadawania i odbierania pozycji z urządzenia, czyli ów datalink. Z zakupem były pewne przygody (polski dystrybutor DJI pewnie ma mnie już dość w związku z tym :), ale wszystko szczęśliwie się zakończyło. Model jak do tej pory odbył jeden lot testowy (na więcej do tej pory nie było czasu), zakończony automatycznym lądowaniem. Mimo to, oceniam to rozwiązanie jako znaczne uzupełnienie funkcjonalności Wookonga. Na marginesie - DJI uwolniło licencje, gdyż wypuściło na rynek następcę tego rozwiązania, kontroler "A2" i chyba postanowili "przewietrzyć magazyny" w związku z tym. Cała sytuacja oczywiście na plus dla nich.

Maj 2014 r.

Przez ostatnie miesiące nie miałem zbyt wielu okazji aby polatać (raptem udało się to raz na LHS w myśl zasady że trzeba przynajmniej raz kiedyś odpalić model, inaczej odpali sam :), pozostały czas upłynął na doraźnym przeglądzie i zrobieniu nowego gimbala pod sterownik AlexMOS32 jaki zakupiłem w marcu. Od razu po jego zakupie byłem zmuszony do wymiany dwóch silników z osi pitch i roll (były to jakieś pierwsze robione pod gimbale z cienkimi osiami, co przysparzało sporo problemów). Nowy sterownik szarpał tymi silnikami i za ChRL nie dało się tego ustawić. Co ważne, trzecia oś napędzana dedykowanym silnikiem z RC Timera chodziła bardzo ładnie. Niewiele myśląc, sprowadziłem z zagranicy następne dwa takie same i to był strzał w dziesiątkę. Pozostało jeszcze tylko na nowo stworzenie uchwytów w gimbalu i okablowanie całości. Przy okazji musiałem wymienić też mocowanie gimbala, gdyż wymusiła to obecność silnika od trzeciej osi. Jak się to sprawdzi w użytkowaniu, zobaczymy... jak tylko będę miał chwilę wolnego czasu aby polatać.

2015 r.

W 2015 roku okazji do latania miałem niewiele, głównie za sprawą zmian w pracy zawodowej. Podczas letniego wyjazdu na LHS udało się nakręcić kilka ujęć z powietrza (film poniżej). Niestety nowy gimbal przystosowany pod modelarską kamerę Mobius sprawiał kłopoty i nagrywałem kamerą przymocowaną na sztywno do modelu. W porównaniu z tym co kręciłem tą metodą parę lat wcześniej można powiedzieć, że nakręcone ujęcia są naprawdę zadowalające (dla nerdów: film zawiera także ujęcie z kasku kolegi który wszedł na słup dawnej linii energetycznej, można je pomylić z nagraniem z drona).

Przy okazji mogę wspomnieć o jeszcze jednej ciekawostce. Ujęcia pociągów nakręcone z jadącego samochodu (tzw. jazda równoległa) powstały przy użyciu kamery Mobius na mocowaniu rowerowym zapiętej do relingu (w kabinie miałem podgląd z kamery). Testowałem również kilkukrotnie aparat Canon 550D przymocowany do dachu auta na uchwycie amortyzującym, jednak obraz był dużo gorszej jakości i rozwiązanie to poległo w tej konkurencji. Jest to przykład tego, iż czasem tanie rozwiązanie jest lepsze od dużo bardziej zaawansowanego technicznie i droższego. Bywają więc sytuacje gdzie nie trzeba wydawać kroci na specjalistyczne statywy i dobrą kamerę/aparat aby mieć ekstra ujęcia 🙂

Część 6 >> 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.