Drugie życie zegara kolejowego (przeróbka zegara retro)

Pewnie każdy kojarzy zegar dworcowy, zwłaszcza taki okrągły jak bywały kiedyś. Jest on duży (o średnicy od 40 do 60cm), czasem dwustronny (tarcze i wskazówki są z obu stron). Jako, że jest obecnie boom na tego typu zegary jako element wyposażenia wnętrz do mieszkań typu lofty, etc. i prywatnie przez moje ręce przeszło ich kilka, stąd ten tekst. Artykuł jest głównie dla tych, którzy zamierzają zakupić taki zegar lub już go nabyli i nie są usatysfakcjonowani z jego wyglądu lub działania.

Kilka rad dla tych, co będą kupować

Po pierwsze, zdefiniuj jakim budżetem dysponujesz i jakiego efektu oczekujesz. Jeśli masz niewiele czasu i pieniędzy, plus chcesz kupić zegar wyglądem przypominający taki kolejowy, to pozstają ci tandetne chińskie podroby, które można nabyć na Allegro czy JYSK tudzież IKEI.

Chętni nabycia czegoś zbliżonego do oryginału ale tacy, którzy nie chcą się mocno narobić mogą nabyć prawdziwy zegar z demontażu po przeróbce.  I tu należy się słowo wyjaśnienia – zegary kolejowe oryginalnie nie są zasilane bateryjnie, tylko wyposażone w mechanizm (tzw. werk) elektromechaniczny (elektromagnes z dwiema cewkami). Kto widział taki zegar w działaniu, zapewne kojarzy, że charakterystycznym odgłosem jego pracy było (z reguły dość głośne) tyknięcie co minutę połączone z przesunięciem wskazówki. Zegar taki do pracy wymagał tzw. zegara matki, czyli czegoś co minutę podawało impuls elektryczny o odwróconej za każdym razem biegunowości, aby przestawić wskazówkę. Sam z siebie taki zegar nigdy nie będzie chodził, nawet po podłączeniu do zasilania (zrobi tylko „tyk” i na tym koniec). Dlatego część sprzedawców na Allegro oferuje zegary kolejowe przerobione na mechanizm kwarcowy. Są one nieco droższe od tych prosto z demontażu, ale warto się zastanowić czy nie pobawić się w to samemu. Powód jest prosty – większość zegarów przerobionych na mechanizm kwarcowy ma nieoryginalne wskazówki. Ci, co je przerabiają zazwyczaj biorą najzwyklejsze jakie można nabyć, co czyni całość w stosunku do tarczy dość nie proporcjonalną i (momentami) komiczną. Mało tego, zegar taki co sekundę tyka (szczegóły za chwilę). Powód takiego modus operandi jest prosty – nie trzeba się bawić z dostosowaniem starych wskazówek do nowego napędu. Także nabycie takiego semi-oryginalnego zegara polecam jedynie tym, którzy nie mają czasu i chcą mieć „gotowca” tu i teraz.

Ci, którzy nie chcą się bawić ani w przeróbki, ani restaurowanie farby, mogą kupić „fabrycznego gotowca” dedykowanego do mieszkań produkowanego przez firmę specjalizującą się w zegarach m.in. dla kolei. Mowa tu o szwajcarskich zegarach Mondaine bazujących na wzorze cyferblatu dla kolei SBB autorstwa Hansa Hilfikera z 1944 roku. Z góry jednak uprzedzam, że są to Mercedesy w swojej klasie (choć model 25cm jaki miałem w rękach miał niemiecki mechanizm kwarcowy, który o dziwo nie ma płynnego sekundnika jak w tych dworcowych; w tych 40cm mechanizm chodził płynnie choć dość głośno) i do tanich nie należą. W Polsce można czasem dostać je na wyprzedażach, nieraz 50% taniej, ale wymaga to polowania.

Kupiłem oryginała. Jak go przerobić?

W zasadzie możliwe są dwa wyjścia z sytuacji. Pierwsze – mniej inwazyjne – to samodzielne dorobienie elektronicznego sterownika imitującego zegar-matkę. W internecie znajdziecie kilka projektów, od prostych jak np. mój prosty i uniwersalny sterownik (obsługuje również zegary klapkowe), po bardziej zaawansowane z synchronizacją czasu włącznie.

Drugą metodą, jest zainstalowanie mechanizmu kwarcowego w miejscu napędu elektromagnetycznego. Przeróbka ta nie jest co prawda dziecinnie prosta, jednakże możliwa do wykonania przez średnio wprawionego majterkowicza.

Potrzebny będzie przedewszystkim mechanizm kwarcowy z tzw. płynnym sekundnikiem. Można go nabyć wszędzie, począwszy od allegro, na wizycie u zegarmistrza skończywszy. W przypadku takiego mechamizmu nie ma znaczenia, że nie będzie wskazówki sekundnika – jest on cichszy i płynniej chodzą pozostałe wskazówki.

Po rozkręceniu obudowy zegara kolejowego zdejmujemy wskazówki i dopasowujemy je do nowego mechanizmu. Po piersze należy się z nimi obchodzić dość delikatnie (łatwo jest je wygiąć, trudniej przywrócić do stanu pierwotnego) – zazwyczaj jest to profilowana cienka blaszka aluminiowa z podklejoną przeciwwagą. W idealnej sytuacji, stare wskazówki będą pasowały od razu do nowego mechanizmu, ale ja się z tym przypadkiem nie spotkałem. Teoretycznie aby dopasować wskazówki, trzeba osadzić na nich tuleje dopasowane do mechanizmu. Jest to żmudna i zegarmistrzowska robota (kto ma małą tokarkę może się pobawić), w warunkach domowych można zastosować trik, polegający na podklejeniu starych wskazówek dopasowanymi do nowego mechanizmu (zazwyczaj można je wybrać kupując mechanizm). Wtedy pozostaje jedynie ew. rozwiercenie tulei na wskazówce godzinowej i (jeśli przeszkadza) wymontowanie z mechanizmu osi sekundnika. Wymaga to czasem drobiazgowego rozebrania werku, także warto przy tej operacji uważać i robić zdjęcia jak są nałożone poszczególne zębatki.

Kupiłem bubel. Co robić, jak żyć?

Jeśli kupiłeś przerobiony zegar, zapewne denerwuje cię to jak on działa. Jeśli ma on oryginalne wskazówki (lub sprzedawca takowe posiada), warto jest powalczyć o przywrócenie go do wyglądu oryginalnego (mowa głównie o stronie zewnętrznej) według sposobów opisanych powyżej. Możesz też wymienić mechanizm na ten z płynącym sekundnikiem (będzie chodzić ciszej) i przy okazji postarać się nabyć wskazówki dopasowane najbliżej do pierwowzoru. Może być to wyzwanie, dlatego w przypadku problemów z ich nabyciem można się pokusić o zrobienie ich samemu (np. wyciąć samemu z cienkiej blaszki i podkleić na istniejące) lub kupić np. zegar z IKEI czy JYSKa i przełożyć je (jak napęd z „zegara dawcy” będzie dobry, to tym lepiej, bo przełożysz całość).

Share