Dobry informatyk – czyżby igła w stogu siana?

Na pierwszy ogień wrzucam artykuł, który napisałem 14. maja 2000 r.,
dla nieistniejącej już strony Daily Admin (komuś sie nie podobało, że posiadam lepsze pióro od niego,
i strona była dwukrotnie zdejmowana na odgórne polecenie).
Tym razem, jako że ciemny.LHS.pl jest prywatnym serwisem
(niezależnym od nikogo i niczego, z wyjątkiem Ciemnego 😉 mogę zasiać stare dobre ziarno w nowym miejscu.
Może kiedyś napiszę drugą część tego artykulu – w końcu za rok koniec
studiów (jak dobrze pójdzie), no i szukanie nowych perspektyw w życiu
(pracy zdaje się również 🙂 .

Droga edukacji informatycznej człowieka nie jest dziś tak długa i kręta jak dawniej, kiedy to trzeba było parę razy totalnie usadzić system, ratować sie dyskietkami ratunkowymi, które nic nie ratowały, itd… Wtedy stawałeś się komputerowcem-samoukiem.
Dziś jest nieco inaczej. W dobie powszechnej komputeryzacji i internetyzacji pojawia się mnóstwo domorosłych informatyków, którzy szybko zaczynają uważać się za omnibusów komputerowych.

Kiedy przestępowałem progi uczelni wyższej (kierunek informatyczny na jednej z łódzkich uczelni – przyp. red.), jeden z wykładowców zapytał się naszej grupy (30 osób) jaki komputer posiadają i co na nim robią.
3 osoby nie miały komputera w ogóle; 26 używało jako systemu Ms Windows, jedna próbowała swych sił pod linuxem. Z tych 27-u 24-ch używało komputera do grania, w tym 5 również do obsługi programów biurowych Ms Office. 5 osób znało jakikolwiek język programowania (1 – asembler, 2 – Pascal, 1 – Perl), jedna (khmmm, to chyba bylem ja 🙂 umiala tworzyc strony WWW. Możnaby tak wyliczać bez końca.
Dziś (koniec pierwszego roku), dwie osoby piszą wirusy, dwie administrują sieciami, następne dwie stawiają serwery, a ośmiu umawia sie z dziewczynami przez IRC. Śmiem twierdzić, że na te trzydzieści, dwadzieścioro dziewięcioro skończy studia z należnym tytułem informatyka popartym odpowiednim przedrostkiem przed nazwiskiem.
Jak myślisz, co ci ludzie będą umieć?
Ano właśnie. Częściowej odpowiedzi mogę udzielić poprzez prosty przykład mojego znajomego, który jest studentem jednej z łódzkich uczelni państwowych (kierunek „informatyka” of’koz). Człowiek jest na trzecim roku, a nie potrafi się nawet zatelnetować na serwer unixowy (zakładamy, że telnet=SSH). Powiesz zaraz drogi Czytelniku, że to jednostkowy przypadek. Otóż nie. Mam drugiego znajomego na tym samym kierunku – efekt identyczny.

Zadajesz sobie pewnie pytanie, po co ja to wszystko piszę.
Ano, zastanawiam się nad tym, gdzie mieści się bariera kompetecji aby móc nazywać się informatykiem. Są też informatycy, którzy o swoją wiedzę zadbali sami, dochodząc do wszystkiego ucząc się na błędach. Swego czasu znajomy, kiedy skończył podstawówkę powiedział rodzicom, że nie będzie się dalej edukować, tylko idzie do pracy (jeden z providerów otwierał swój łódzki oddział i potrzebowali pracowników). Koledzy się z niego śmiali, iż „woli siedzieć za komputerem”. Rodzice się zgodzili na to, ale pod warunkiem, że zarobi na siebie, itd..
Co robi teraz?
Cóż, stał się z niego rasowy administrator… tylko ojczyzna się o niego upomniała.
Inny przykład: Znajomego z pracy zafascynowało tworzenie stron internetowych. Nie minęło pół roku, a szczęka mi opada co ten człowiek robi przy pomocy Notatnika Windows i programu graficznego. Pewnie myślisz, że jest to szablonowa lamerska robota – nic z tego, w przeciwieństwie do wielu „twórców stron internetowych” wysoko wyceniających swoją pracę w Ms FrontPage97 i wrzucających grafiki po 200kB.

Dziś każdy może być informatykiem, wystarczy mieć komputer i pieniądze. Można nawet nie mieć komputera, wystarczy dobra pamięć (własna, a nie RAM 🙂
Idziesz na uczelnię informatyczną i po 3-ch lub 5-u latach dostajesz papierek, że Cię wykształcili, a że uczyłeś się matematyki stosowanej zamiast administracji sieciami, lub wiesz co to są liczby zespolone zamiast znać protokół TCP/IP to już jest mało ważne – wszakże jesteś inż/mgr informatyk.
A czy jesteś tym „prawdziwym” informatykiem pokaże życie i parę najbliższych padów systemu, utraty danych, czy zgrzytanie zębami gdy się wysłuchuje poważnych uwag luserów n/t stanu informatyzacji firmy.
Ale o tym następnym razem.